Taktyka walk z Tatarami, Moskwą i Szwecją



Taktyka walk z Tatarami


Dla wspomagania uderzeń jazdy wprowadzano ogniową grupą wspierającej, złożonej z piechoty, dla której najgroźniejsze było zaskoczenie, w stosowaniu którego Tatarzy okazali się niezrównanymi mistrzami, szczególnie w otwartym stepie, ówczesna broń palna była bowiem mało szybkostrzelna, a zaskoczona piechota źle celowała. Do tego jeszcze znaczna część broni palnej miała zamki lontowe, co oznaczało, że nie nadawała się do natychmiastowego użytku. Dlatego piechota polska zawsze była osłonięta wozami: czworobokiem spiętych łańcuchami wozów - na postoju i ruchomymi kolumnami wozów - w marszu. Szyk wyglądał w ten sposób, że jechało obok siebie kilka równoległych rzędów wozów (czasami spiętych nawet łańcuchami), a między tymi rzędami maszerowała w wąskich kolumnach piechota. W rzędach skrajnych na obu bokach tego szyku posuwały się wozy skarbne, wyposażone w hakownice i śmigownice. Falkonety znajdowały się najczęściej w przodzie. Pełną ilość wozów prowadzono przy tym najczęściej tylko na samym początku wyprawy. W miarę wyjaśniania położenia - zwłaszcza gdy stwierdzono, że przeciwnik nie jest zbyt groźny - wozy pozostawiano w licznych w tej południowo-wschodniej części Polski zameczkach, zatrzymując tylko najniezbędniejsze, z działkami, albo wręcz działając "komunikiem", czyli samą kawalerią, pozbawioną wszelkich taborów. Do wyjaśniania położenia służył specjalny system osłony zagrożonego przez Tatarów odcinka granicy. Nieliczne stałe wojska kwarciane (ok. 2000-3000 ludzi) rozrzucone były poszczególnymi chorągwiami na ogromnej przestrzeni w trzech rzutach w głąb, w sposób przypominający gigantyczny wachlarz. Pierwszy rzut, najbardziej rozrzucony w bezludnym stepie i złożony wyłącznie z kozaków, pełnił rolę dzwonka alarmowego. Powinien on rozpoznać wyprawę tatarską, zawiadomić ludność, aby zdążyła schronić się za mury, zaalarmować chorągwie sąsiednie i - nie tracąc nieprzyjaciela z oczu - wycofywać się w kierunku drugiego rzutu. Ten drugi rzut składał się z mniejszej wprawdzie liczby posterunków niż pierwszy, ale posterunki te były znacznie silniejsze, składały się z jazdy ciężej uzbrojonej i obozowały pod licznymi tutaj, strzegącymi wszystkich przepraw i cieśnin, zameczkami, w których siedziała piechota. Zadaniem tego rzutu było przytrzymanie napastników, aż do nadejścia odwodu, czyli trzeciego rzutu. Odwód ten usytuowany był pomiędzy trzema zwykle przez Tatarów używanymi szlakami, między innymi koło Winnicy nad Bohem. Składał się z jazdy i piechoty z taborem. Dowodził nim bezpośrednio hetman. Do odwodu tego dołączały wszelkie wojska nieregularne, przede wszystkim piechota zaporoska i miejscowa szlachta, a nawet czasami uzbrojeni mieszczanie i chłopi. Taki właśnie odwód, dowodzony przez Żółkiewskiego, zniszczył Tatarów zatrzymanych nad rzeką Udycz (28.1.1606). Zamki, w oparciu o które działał drugi rzut ruchomej obrony, nie były w terenie rozrzucone równomiernie. Tworzyły skupiska, jakby obszary warowne, najczęściej wzdłuż rzek. Całkowite zamknięcie wielkich, otwartych przestrzeni systemem twierdz nie było bowiem możliwe. Ale istnienie tych obszarów warownych ograniczało możliwości nieprzyjaciela, kanalizowało jego najazdy, zmuszało do nacierania wzdłuż paru zaledwie szlaków, na których dość łatwo można było skoncentrować obronę. Z drugiej strony, obszary warowne umożliwiały przegrupowanie oddziałów polskich w wypadku ich porażki oraz dawały schronienie uchodzącej przed najazdem ludności cywilnej. System ten spełniał swoje zadanie i spowodował duży rozwój osadnictwa i gospodarki na tych prawie niegdyś pustych ziemiach. Jednakże w związku z tym Tatarzy zaczęli organizować wielkie wyprawy, wspierane przez wyposażonych w lontową broń palną wojowników walczących pieszo, a tylko w marszu używających konia (segbani albo semeni). Czasami nawet prowadzili z sobą lekką artylerię (1624 r.). Błyskawicznym natarciem w zwartych kolumnach przebijali się przez wątłą sieć posterunków i dopiero daleko w głębi kraju rozpoczynali rabunek. (Wyprawy Kantymira w 1624 r.). W takim wypadku wojska kwarciane organizowały akcję represyjną. Śladem Tatarów maszerowała najpierw straż przednia, mająca ustalić miejsce "kosza", czyli obozu głównego, z którego poszczególne oddziały napastników ("czambuły") rozchodziły się promieniście na rabunek. Ustaliwszy następnie moment rozejścia się czambułów, uderzano wszystkimi siłami na kosz i likwidowano go. Później rozpoczynano walkę z czambułami, wchodząc w środek pomiędzy drogi ich marszów i działając z położenia wewnętrznego. Obowiązywała przy tym zasada, żeby najpierw atakować czambuł słabszy. Zwiększało to bowiem szansę, że zniszczy go się, zanim czambuł sąsiedni zdoła mu przyjść z pomocą. Atak na kosz lub czambuł przeprowadzano w dwóch rzutach - zawsze z wykorzystaniem zaskoczenia. Dlatego często manewrowano nocą. Pierwszy rzut atakował w szyku rozproszonym i starał się jak najszybciej przeniknąć na tyły Tatarów bez zatrzymywania się przy drobnych ośrodkach oporu. Jego zadaniem było zdezorganizowanie i rozproszenie obrony nieprzyjaciela. Drugi rzut atakował już w szykach zwartych, systematycznie likwidując rozproszonych koczowników. Taki właśnie przebieg miały - prowadzona przez Koniecpolskiego, akcja pod Szmańkowcami (luty 1624), akcja Chmieleckiego pod Białą Cerkwią (9-12.VIII.1626), oraz likwidacja uciekającego kosza pod Martynowem (czerwiec 1624). Tatarzy starali się bronić przed tymi metodami ich zwalczania w ten sposób, że połowę swych sił, złożoną z wojowników lepiej uzbrojonych (zw. komunikiem), w ogóle do rabowania nie angażowali, tylko przy ich pomocy prowadzili przewlekłe boje opóźniające z wojskami kwarcianymi, podczas gdy reszta starała się przeprowadzić eksploatację napadniętego terenu możliwie szybko, zanim Polacy zdołają zgromadzić większe siły. Oznaczało to z jednej strony, dla Tatarów, poprzestanie na bardzo skromnej zdobyczy, a z drugiej, dla Polaków, stoczenie najpierw regularnej bitwy z komunikiem (jak pod Martynowem, 20.VI.1624), a następnie dopiero, po jego rozbiciu, akcję likwidowania kosza.




Taktyka walk z Moskwą


Staropolska sztuka wojenna, nastawiona jednostronnie na zwalczanie najazdów tatarskich, okazała się skuteczna również w wojnie z Rosją w latach 1609-1618. Celem strategicznym tej wojny było zdobycie Smoleńska - potężnej twierdzy strzegącej bramy geograficznej w dziale wodnym Dniepru i Dźwiny. Oblężenie (prowadzone osobiście przez króla Zygmunta III) przez długi czas nie przynosiło jednak rezultatów z powodu zaciętego oporu Rosjan i słabości polskiej artylerii. Trwało aż 20 miesięcy. W celu sparaliżowania ewentualnej odsieczy zastosowali Polacy dywersję polityczną. Interweniowali w wojnie domowej, popierając drugiego z kolei samozwańczego cara Dymitra i pogłębiając w ten sposób chaos spowodowany niedawnym chłopskim powstaniem Iwana Bołotnikowa. Stosowali również głębokie zagony terrorystyczne lekkiej kawalerii, prowadzone m.in. przez płk. Aleksandra Lisowskiego. Gdy mimo tego udało się Rosjanom chwilowo opanować chaos i wysłać w kierunku Smoleńska odsiecz pod wodzą Wołujewa i Dymitra Szujskiego, Żółkiewski rozbił ją, działając z położenia wewnętrznego: najpierw osaczył Wołujewa w Carowym Zajmiszczu - 23.VI.1610 - następnie rozbił armię Szujskiego pod Kłuszynem (25 km od Carowego Zajmiszcza, 4.VII.1610) - wreszcie, zawracając, zmusił Wołujewa do kapitulacji.




Taktyka walk z Szwecją


Ponieważ Szwedzi zawsze mieli przewagę liczebną - przy przeprowadzaniu operacji Polacy stosowali wypróbowany na Tatarach manewr po liniach wewnętrznych (Radziwiłł pod Koknese - Kokenhausen w 1601 r., Zamoyski pod Paide - Białym Kamieniem w 1602 r.). Natomiast w bitwach starano się najpierw uderzeniami mas husarii rozbić rajtarię szwedzką, a dopiero w drugiej fazie bitwy - likwidować osamotnioną piechotę (jak pod Koknese - 23.VI.1601 i Kircholmem - 27.IX.1605). Gdy napotykano zacięty opór Szwedów, również stosowano zapożyczone od Tatarów okrążenie przy pomocy lekkiej jazdy (jak Żółkiewski pod Tallinem na początku lipca 1602 r.). W wypadku rażącej przewagi nieprzyjaciela - zręcznym manewrem prowokowano jego atak i staczano bitwę w postawie obronnej, jak pod Kircholmem w 1605 r. Hetman Chodkiewicz (3400 ludzi) podszedł wtedy niespodziewanie pod stanowiska oblegającej Rygę armii Karola IX (ok. 11 000 ludzi) i przyjął postawę obronną, zmuszając w ten sposób Szwedów do natarcia na siebie. Kontynuowanie oblężenia w tak bezpośredniej bliskości nieprzyjaciela nie było bowiem możliwe. Karol IX - zgodnie z przewidywaniami hetmana - wyprowadził spod Rygi całą prawie armię (10 800 ludzi) i nocnym marszem chciał Polaków zaskoczyć. Polacy wyszli już jednak z taboru i uszykowali się na niewielkim wzgórzu, mając oddziały piechoty na przemian z oddziałami jazdy w centrum, a samą jazdę na skrzydłach. Na ten widok Karol IX wstrzymał natarcie, przyjmując również postawę obronną. Wtedy Chodkiewicz sprowokował atak Szwedów podstępem. Lekka jazda polska nawiązała walkę, a następnie rzuciła się do pozornej ucieczki. Idący w ślad za nią atak szwedzki piechota polska przyjęła ogniem. Następnie kawaleria Chodkiewicza rzuciła się do przeciwnatarcia, niszcząc kolejno rajtarię prawego, później lewego skrzydła szwedzkiego i dwa rzuty piechoty. Tylko garstka Szwedów wraz z królem uratowała się z pogromu. Kircholm - ze względu na stosunek sił zwyciężonych do zwycięzców - był jednym z największych zwycięstw taktycznych w historii świata. Na nieszczęście dla Polski dominująca pozycja polskiej jazdy w walce z północnym sąsiadem miała ulec zmianie. Szwecja Gustawa Adolfa zreorganizowała armię. Szwedzki król wyciągną wnioski z wcześniejszych dotkliwych porażek swego ojca. Piechota Gustawa Adolfa uzbrojona była już wyłącznie w ciężkie muszkiety typu niderlandzkiego, których kule przebijały każdą zbroję. Żołnierze, którzy z nich strzelali, nie byli przy tym słabo wyszkolonymi chłopami szwedzkimi, jak pod Kircholmem, ale żołnierzami - ze względu na dwudziestoletni okres służby - właściwie zawodowymi, ćwiczącymi stale, znającymi taktykę strzelania z kontrmarszem. Do tego jeszcze część armii Gustawa Adolfa składała się z wyborowych najemnych oddziałów niemieckich. Do wojny ze Szwecją w latach 1621-1629 husaria polska, która stanowiła główną siłę przełamującą, poruszała się po polach bitew w pewnym stopniu bezkarnie. To względne bezpieczeństwo zapewniały jej napierśniki tak grube, że mogły zatrzymać kule arkabuzów i pistoletów, ale nie nowych muszkietów. A w dodatku Szwedzi strzelali jeszcze do husarzy z armat polowych, których mieli co najmniej po dwie na każdy szwadron (550 ludzi) piechoty. Zmienił się również charakter szwedzkiej rajtarii, która w wojnie 1621-1629 była wyłącznie zaciężna i częściowo również najemna, niemiecka. Sam Gustaw Adolf nauczył się też wiele od Polaków. Ponieważ Polacy dążyli do bitwy w otwartym polu - on jej unikał. Stosował po mistrzowsku fortyfikację polową, którą potrafił błyskawicznie osłaniać swoją piechotę. Pokonywał Polaków ich własnymi sposobami. Pod Walmojzą (17.1.1626) otaczał wojska Lwa Sapiehy oddziałami muszkieterów, jak niegdyś Żółkiewski Szwedów kozakami w 1602 r. pod Tallinem. Pod Gniewem (22.IX.-1.X.1626) powtórzył manewr Chodkiewicza spod Kircholmu: podszedł na bliską odległość pod stanowiska oblegającej Gniew armii Zygmunta III i przyjął postawę obronną. Gdy następnie szarże polskiej kawalerii załamały się w ogniu muszkietów i dział, opanował szturmem wzgórze, górujące nad obozem polskim i zmusił w ten sposób Polaków do odwrotu. Pod Tczewem (7-8. VIII. 1627) zastosował znów staropolski manewr odwrotowy, wciągając jazdę polską pod ogień okrytej szańcami szwedzkiej piechoty. Bezsilny wobec takiego sposobu wojowania hetman Stanisław Koniecpolski zrezygnował - po raz pierwszy w dziejach staropolskiej sztuki wojennej - z dążenia do bitwy walnej. Przeszedł do strategii wyczerpania, pustosząc zagonami lekkiej kawalerii zajęte przez Szwedów tereny, odcinając dowozy i zagrażając komunikacjom, czym o mało nie zmusił Gustawa Adolfa do przerwania wojny z głodu. Tylko raz udało mu się - stosując wypróbowany przeciwko Tatarom system ruchomej obrony - złowić w szeroką sieć rozrzuconych wzdłuż granicy oddziałów kawalerii maszerujący na jego tyły korpus szwedzki Streiffa i Teuffia, który zmusił do kapitulacji pod Czarnem (12-17.IV.1627). Czekał poza tym na okazję zaskoczenia Szwedów w marszu, żeby ich piechota nie miała czasu na rozwinięcie swojej przewagi ogniowej, co również raz mu się udało pod Trzcianą (25.VI.1629).




Cofnij
Menu

Ubezpieczenia Olsztyn | Archiwum | Ubezpieczenia Olsztyn