Wojny ze Szwecją



Kampania Kircholmska - 1605


Dojrzewający kryzys rokoszowy w Polsce sprawił, że sejm na początku 1605 roku rozszedł się bez uchwał; nie można więc było liczyć na rozstrzygające działanie w tym roku. Tymczasem Szwecja gotowała się do wielkiej wyprawy na Rygę. Król Karol IX zasilił załogę Tallina, skąd miała ruszyć armia 5000 żołnierzy pod dowództwem Andersa Lennartssona. Gdy w pierwszej połowie sierpnia wylądowało 4000 żołnierzy pod Dynemuntem pod dowództwem Joachima Mansfelda i zablokowało Rygę, Chodkiewicz, zostawiając tabory w Dorpacie, na czele 2400 jazdy i 1000 piechoty ruszył na odsiecz. Zastawszy w Wolmarzc uspokajające wiadomości, zwrócił się ku Lennartssonowi, który właśnie zamierzał zdobyć Fellin, ubezpieczając się od południa paru rotami pod dowództwem Tomasza Dąbrowy. Lennartsson nie ryzykował wyprawy, umocnił się pod Yigala (60 km na północ od Pernawy). Chodkiewicz nie zdołał go zmusić do bitwy, a gdy w połowie września Karol IX zaczął lądować w Pernawie, wymknął się i dołączył do armii królewskiej, która tym samym osiągnęła około 10 000 ludzi. Teraz Karol ruszył drogą nadmorską pod Rygę, eskortowany przez równolegle płynące okręty, i połączył się z Mansfeldem. Chodkiewicz posuwał się równolegle traktem przez Fellin, doczekał w Wenden taborów z Dorpatu i dwudniowym gwałtownym marszem 25 i 26 września (80 km) osiągnął Dźwinę pod Kircholmem (Salaspils) o 15 km powyżej Rygi. Wobec pogłosek, że siła przeciwnika jest nieznaczna, ale spodziewa się on posiłków 2 Polski, 26 września też w obozie szwedzkim zapadła decyzja natychmiastowego marszu, wszystkimi siłami (z pozostawieniem drobnych tylko oddziałów do strzeżenia obozu) pod Kircholm i zaskoczenia w nocy polskiego obozu. Wobec czujności przeciwnika i oczywistej niemożności zaskoczenia go przybywszy do Kircholmu czekano na świt (godz. 5:30). Wojsko szwedzkie (10 800, w tym około 5000 jazdy) rozstawiono w oparciu o wzgórze za starym kościołem w czterech rzutach, 51 chorągwi piechoty, zorganizowanych w 13 jednostek (batalionów) po 600 ludzi, ustawiono w pierwszym rzucie (7) i w trzecim (6). Jedna trzecia piechurów była uzbrojona w piki. 21 rot rajtarskich w 11 jednostkach (szwadronach) po 200, w drugim (6) i czwartym (5). Bataliony i szwadrony rozmieszczono w szachownicę, tak by kawalerię można było przesuwać przez interwale piechoty. Szerokość tego szyku wynosiła zapewne do 800 m przy znacznej głębokości. Przed pierwszym rzutem ustawiono 11 dział pod osłoną piechoty. Stanowisko dowodzenia króla i Mansfelda znajdowało się przy wzgórzu kościelnym. Jazdą lewego skrzydła dowodził Brandt. Obronny charakter tego szyku wypracowanego przez Karola z uwzględnieniem doświadczeń orańskich wzmagała przeszkoda terenowa - suche starorzecze ze strumykiem prostopadle uchodzącym do Dźwiny. Po jego przeciwnej stronie w odległości pół kilometra znajdowało się czoło polskiego szyku oparte o obóz rozłożony nad wysokim brzegiem rzeki, obsadzony przez piechotę z 4 działkami.



Polacy ustawili się również głęboko, choć szykowali się płyciej. W pierwszym rzucie 4 roty piesze (ok. 1000) z działami, między którymi rozstawiono 500 husarzy roty hetmańskiej pod dowództwem porucznika Wojny. W dwóch rzutach ustawione prawe skrzydło obejmowało 700 jazdy pod dowództwem Jana Piotra Sapiehy. Lewe skrzydło pod Dąbrową w dwóch rzutach obejmowało zapewne 900 ludzi. Wreszcie w środku znajdowało się w drugim rzucie 200 husarzy Teodora Łąckiego, a w trzecim poczty ochotnicze i dwie roty tatarskie zapewne 400 ludzi. Obie strony wyczekiwały nie chcąc stracić dogodnego stanowiska górującego nad doliną starorzecza. Wreszcie przybył ks. kurlandzki Fryderyk z 300 rajtarami, których hetman wprowadził do pierwszego rzutu w środku. Z tyłu szyku w pogotowiu czekała czeladź obozowa. Teraz Chodkiewicz postanowił przyśpieszyć bitwę, pozorując chęć odwrotu. Karol obawiając się wymknięcia słabego przeciwnika w południe dał rozkaz do natarcia. Ruszyła więc piechota pierwszego rzutu osłonięta ze skrzydeł kawalerią drugiego I częściowo czwartego rzutu; silniej przy tym wyposażono skrzydło lewe. Chodkiewicz z góry planował rozstrzygnięcie na swoim lewym, tu więc przydzielił trzeci rzut złożony z lekkich oddziałów, skupił więc tu 1500 kawalerii, co oznaczało druzgocącą przewagę nad prawym skrzydłem szwedzkim (600-800 rajtarów), na skrzydle przeciwległym stosunek sił był mniej korzystny bo wynosił zapewne 700 : 1000, centrum miało zadanie najtrudniejsze (1660 : 4200). Odwód stanowiła już tylko jedna rota Łąckiego - 200 husarzy. Gdy piechota szwedzka zeszła w dolinę, zaczęta się wspinać na przeciwległy stok, otworzyła wtedy ogień polska artyleria i w miarę zbliżania się piechota. Wówczas przez interwale wypadła husaria i rajtarzy i rozpoczęła się zacięta walka z pikinierami. Na lewym skrzydle Sapieha zepchnął rajtarię, ale gdy tej przyszła pomoc z czwartego rzutu, natarcie ugrzęzło. Chodkiewicz musiał tu rzucić odwód. Tymczasem na prawym skrzydle polskim szwedzcy rajtarzy znaleźli się w polu ostrzału polskiego obozu i spadło uderzenie przeważającej masy polskiej jazdy, która zmiotła przeciwnika i częściowo uderzyła z boku na związaną przez centrum piechotę. Gdy poległ dowodzący tu Lennartsson, cofające się już bataliony uległy rozpadowi. Zaczął się teraz ogólny pościg, który dopełnił klęski. Broniących się w kościele dosięgli polscy hajducy. Straty były szczególnie ciężkie w piechocie szwedzkiej, która straciła ponad połowę stanu. Jej resztki król załadował na okręty pod Dynemuntem, rajtaria pod dowództwem Mansfelda odeszła do Pernawy. Straty polskie najcięższe w walce z piechotą wyniosły 100 zabitych i 200 rannych, choć niemal trzy razy słabszy Chodkiewicz w decydującym miejscu skupił przewagę liczebną, a następnie wykorzystał efekt moralny częściowego zwycięstwa, by rozbić wciąż liczebnie przeważającą piechotę. Stosunek sił polepszał płytszy szyk polskiej kawalerii, która wprowadzała większą ilość kopii i szabel do uderzenia niż nieprzyjaciel rapierów. Dlatego polska jazda mogła zawsze przeciwnika przeskrzydlić czy otoczyć. Zwycięstwo kirchoimskie nie było wykorzystane, bo żołnierz niepłatny nie chciał dalej trwać w polu. Rok następny nie był lepszy, a 1607 przyniósł wojnę domową i Chodkiewicz z wojskiem poszedł walczyć 4 lipca w bratobójczej, bitwie pod Guzowem. Jednocześnie Karol odzyskał Biały Kamień, a w roku następnym Mansfeid zdobył (27 lipca) Dynemunt i (8 sierpnia) Fellin. Chodkiewicz wrócił tu dopiero w październiku i zahamował dalsze postępy. Wzmocniony zaciągiem i prywatnymi pocztami do 2000 zaczepnie wystąpił zimą. Gdy nie udało się zaskoczyć 22 lutego 1609 roku. Dynemuntu, szybkim marszem (200 km w 6 dni), dotarł pod Pernawę. Gdy i tu zaskoczenie zawiodło, następnej nocy zdobył miasto i zamek spieszoną jazdą. l4 marca ruszył z powrotem pod Rygę blokowaną przez Mansfelda. Po drodze zaimprowizowaną flotą zaskoczył eskadrę szwedzką pod Salis (Salace), dwa okręty spalił, resztę rozproszył. Następnie wymanewrował spod Rygi Mansfelda. Tymczasem zaczynała się wojna moskiewska, na którą przeznaczono pieniądze z podatków. Zdołał jednak nic opłacanego za ostatni kwartał roku żołnierza inflanckiego zatrzymać, by wyzwolić oblężoną znów Pernawę i zawrócił pod Dynemunt, 8 października rozbił nad rzeką Gauja spieszącego z odsieczą Mansfelda. Nazajutrz Dynemunt kapitulował. Tymczasem osłabła aktywność szwedzka w Inflantach. Na zasadzie sojuszu z Wasylem IV Karol wyprawił wojska do Rosji, pogorszone stosunki z Danią doprowadziły do niefortunnej wojny kalmarskiej w roku 1610. Rok następny przyniósł w Inflantach zawieszenie broni na zasadach stanu posiadania, które miało trwać do 1619 roku.





Cofnij
Menu

Ubezpieczenia Olsztyn | Archiwum | Ubezpieczenia Olsztyn