Wojny z Tatarami



Walki z Tatarami w pierwszej połowie XVII wieku


Tatarzy na początku XVII wieku, choć nie tak liczni jak podają ówczesne źródła polskie, byli przeciwnikiem bardzo groźnym. Wyposażeni w szable i koncerze, dzidy i dziryty, łuki, tarcze, a nawet kolczugi, uzbrojeniem dorównywali kwarcianym. Bardzo często prowadzili ze sobą piechotę (zapewne na koniach, jak dragonów). Byli to uzbrojeni w janczarki i używani do zdobywania umocnień "segbani", zwani u nas janczarami. Czasami miewali nawet lekkie działka. Stanowiąc właściwie zawodowe, płatne wojsko sułtana, używane do pustoszenia wrogich posiadłości, Tatarzy nie ustępowali sprawnością żołnierzowi polskiemu, a przewyższali go zuchwałością zdeterminowanych głodem rabusiów. Nauczeni klęskami w XVI wieku, najazdy przeprowadzali ostrożniej. Rabowali dokładnie okolice tylko na osi marszu kosza lub w jego pobliżu. Natomiast czambuły wysyłane dalej zagarniały jedynie ludzi (jasyr) i konie. Część sił, z najsprawniejszych i zapewne z najlepiej uzbrojonych wojowników złożona, zwana "konurnikiem", udziału w rabunku nie brała; ubezpieczała czambuły, a później konwojowała kosz. Natomiast załogę kosza i czambuły stanowili gorzej zbrojni "kazańdziowie". Na przewagę Tatarów składała się również ich szybkość poruszeń. Maszerowali na dwóch koniach, zmienianych w miarę ich zmęczenia. Było to konieczne dla odprowadzenia zdobyczy na jukach. We wstępnej fazie najazdu - gdy jasyr i łupy nie krępowały ruchów - pozwalało to jednak zawsze ujść pogoni. Przy tym wszystkim Tatarzy z reguły znacznie przeważali liczbą. Ich walne wyprawy mogły liczyć na początku XVII wieku ponad 20 000 ludzi. Mniejsze łączyły się często z bandami Czerkiesów, Wołochów i Cyganów. Działania obronne polskie - jak każde przeciwko partyzantom - wymagały szerokich obław, co powodowało rozrzucenie na ogromnych przestrzeniach i tak szczupłych sił kwarcianych. Tatarzy unikali bitwy, gdy jednak do niej doszło, hetmani nie mogli skoncentrować nigdy więcej niż kilkanaście chorągwi. Zapobieganie najazdom było więc niemożliwe. "Tatary gromić - pisał hetman Żółkiewski - tak to niemal podobna, jako kiedy by kto chciał ptaki na powietrzu latające pobić". Ciężar bezpośredniej obrony spadał wobec tego na czynniki miejscowe żołnierza powiatowego, zaciężne piechoty miejskie, wybrańców, magnackie roty prywatne. Kozaków Zaporoskich, miejscowe pospolite ruszenie, służbę dworską i leśną i wreszcie na samych chłopów, mających niekiedy obowiązek posiadania broni palnej. Obronę przeprowadzono w oparciu o bardzo liczne umocnienia. Potężnymi twierdzami były wówczas miasta: Lwów, Kamieniec, Sniatyń, Halicz, Kijów, Bełz, Krzemieniec, Chocim, Łuck, Przemyśl, Sanok i inne. Umocnione były rezydencje magnackie, dwory i wiejskie kościoły. Wznoszono nawet drewniano-ziemne warownie chłopskie. Natomiast obowiązkiem wojsk kwarcianych było jak najwcześniejsze rozpoznanie najazdu, jego rozmiarów i kierunku oraz ostrzeżenie w porę ludności odczytywanymi w grodach uniwersałami, a wobec bezpośredniego niebezpieczeństwa - hukiem dział, by mogła schronić się z dobytkiem za wały. Taki system mógł dawać wyniki. Już kilkunastu chłopów zbrojnych w hakownice i zamkniętych w drewnianym zameczku miało szansę obrony nawet przed piechotą tatarską. A po pogromie Tatarów pod Białą Cerkwią w 1626 roku regimentarz Chmielecki odbił czambułom "jasyru sto a w koszu kilkadziesiąt, więcej nie było, bo wszędzie ludzie byli ostrzeżeni". Tatarzy umieli jednak z tym walczyć. W porę rozpoznani przez kwarcianych, zalegali w stepach na miesiące, aż ludność zmuszona była powrócić do domów i do pracy. Demonstrowali fałszywe napady, powodując lawinę uniwersałów ostrzegawczych, do których ludność nie mogła się stosować, ponieważ oznaczałoby to zaniechanie wszelkiej działalności gospodarczej. Do maksimum wykorzystywali zaskoczenie. Napadali zimą, kiedy chłopi niechętnie opuszczali domy, albo w okresie żniw, gdy nie można było porzucić pracy w polu. Mając dobry chyba wywiad, najeżdżali okolice z reguły nie umocnione, które albo nie przeżywały jeszcze napadów i zameczków nie wzniosły, albo przez lata spokoju dopuściły do ich ruiny. Korzystając z szybkości i liczebnej przewagi, w zwartych szykach przenikali głęboko w kraj, by dopiero w zupełnie nie zabezpieczonych okolicach założyć kosz i rozpuścić zagony. Nie będąc w stanie zapobiec najazdom, wojska kwarciane starały się przeprowadzić akcje represyjne - odbić zdobycz i zadać Tatarom jak najbardziej krwawe straty, by ich przekonać o nieopłacalności wypraw. Po rozpuszczeniu zagonów - napadano na kosz, później kolejno znoszono czambuły. Gdy to się nie udało, uderzano na obciążonych łupem i dlatego powoli wycofujących się Tatarów. Z reguły organizowano zasadzki na brodach, ponieważ uprowadzający jasyr najeźdźcy nie mogli już ich ominąć. Działania te, szczególnie na początku wieku, nie zawsze dawały wyniki. Zbyt ciężka husaria była w walce z Tatarami prawie nieprzydatna, a kozacy nie dysponowali żadnym czynnikiem przewagi. Starano się wobec tego wykorzystać maksymalnie ogień dział i piechoty, maszerującej na wozach za jazdą. Bez taboru prawie nigdy przeciwko Tatarom nie występowano. Wielkie, "poczwórne i poszóstne" wozy stanowiły oparcie dla szyku polskiego w bitwie obronno-zaczepnej. Lekkie "kolasy" wyruszały z jazdą, gdy uchodzących najeźdźców trzeba było ścigać. Szansę dopędzenia Tatarów zmniejszało to, oczywiście, do minimum. Dopiero w latach dwudziestych XVII wieku zaznacza się przewaga kwarcianych nad Tatarami. Był to zapewne skutek rozpowszechnienia się w jeździe polskiej broni palnej kołowej, zdatnej do użycia z konia, w biegu. Tatarzy na pewno wtedy jeszcze tej broni nie mieli. Jej ogień choć nie bardzo skuteczny, siał wśród nich panikę, a Polaków ośmielał do działań zaczepnych w oderwaniu od taboru. "Potrzeba... aby kozak każdy miał karabin i parę pistoletów, a husarz pistolet, gdyż tym ogniem mamy być srodzy nieprzyjacielowi i oduczyć ich wpadać z szablami tak arrogantur na naszych, jako do tych czasów czynią" - wołano na sejmie przed wyprawą chocimską 1621 roku. Do przewagi Polaków przyczyniły się zapewne i inne czynniki. Poległ zniedołężniały hetman Żółkiewski, a jego miejsce zajęli młodzi i energiczni dowódcy jazdy - hetman Koniecpolski i regimentacz Chmielecki. Okrzepła - z reguły posiłkująca kwarcianych - Sicz zaporoska, której piechota z taborem i jazdą w 1624 roku i dwukrotnie w 1628 roku wyprawiała się zwycięsko na Krym. Zaczęły się mnożyć pogromy Tatarów - pod Szmańkowcami (1624), Martynowem (1624), Białą Cerkwią (1626), Kodenicą (1629), Obelnicą (1629), Sasowym Rogiem (1635), nad Surą (1645), pod Ochmatowem (1644), gdzie Koniecpolski rozbił Tuhaj-beja jeszcze przed rozpuszczeniem zagonów. Tatarzy tracili w nich, wg źródeł tureckich, do jednej trzeciej sił żywych, ale nawet tak ogromne straty nie zdołały powstrzymać głodnych - szczególnie na przednówku - koczowników od najazdów. Taki stan rzeczy trwał aż do połowy wieku. Broń palna jazdy przeniknęła wtedy do Tatarów. Poznali zresztą niewielką jej skuteczność. Już pod Zborowem w 1649 roku "leciała orda na ogień, jak gdyby im oczy wybrał".





Cofnij
Menu

Ubezpieczenia Olsztyn | Archiwum | Ubezpieczenia Olsztyn