Lisowczycy


Osobny rozdział w dziejach wojskowości polskiej XVII wieku stanowią lisowczycy. Byli to jedyni w dziejach oręża polskiego kondotierzy o tak zdecydowanym charakterze, jak niemieccy lancknechci i szwajcarska piechota. Różniła ich jednak od tamtych najemników specyficzna organizacja wewnętrzna, przypominająca w pewnym stopniu Sicz Zaporoską. Lisowczycy stanowili bowiem kondotierskie i rabunkowe bractwo albo stowarzyszenie żołnierskie, wynajmujące się najczęściej w całości, rządzące się własnymi prawami, podlegające wyłącznie własnemu obranemu przez siebie dowódcy, własnym obozowym urzędnikom i sądom. Organizacja wewnętrzna lisowczyków miała formę konfederacji żołnierskich, jakie pojawiły się w Polsce w czasie wojny polsko-szwedzkiej o Inflanty 1601-1605. Zawiązywały je oddziały zbuntowane z powodu niewypłacania żołdu. Konfederaci wybierali sobie własnych dowódców i najeżdżali dobra królewskie i duchowne, wybierając od chłopów zaległy żołd przez rabunek, kontrybucję lub nakładanie nowych podatków. Jednym z pierwszych dowódców takiej konfederacji zawiązanej w końcu 1604 roku był Aleksander Lisowski. Gdy po śmierci Borysa Godunowa wybuchła w Rosji wojna domowa, masy żołnierstwa polskiego, zwolnione ze służby po wojnach inflanckich lub skompromitowane udziałem w rokoszu Zebrzydowskiego, na własną rękę przyjęły służbę u Dymitra Samozwańca II. Samozwańczy car nie miał pieniędzy. Wspomagający go Polacy zawiązali wobec tego konfederację tzw. moskiewską i poprzez wybranych dowódców (m.in. "hetmana" Jana Piotra Sapiehę, starostę uświatskiego) zawarli 2 sierpnia 1608 roku z Dymitrem ugodę, wg której służyć mieli bez żołdu, jako wolontariusze, a gdy Dymitr obejmie tron, wypłaci im 20 000 dukatów lub pozwoli wybierać podatki w ziemi siewierskiej i riazańskiej. Jednym z przywódców konfederacji moskiewskiej był były rokoszanin - Aleksander Lisowski. Gdy sprawa Dymitra upadła, a wojska Zygmunta III zajęły Siewierszczyznę w końcu 1609 roku, część konfederatów zrazu zagroziła Rzeczypospolitej wojną z powodu wkroczenia na terytorium, które otrzymać mieli od cara w zapłacie, by później, po burzliwych awanturach z Dymitrem, ulec zupełnemu rozkładowi. Część konfederatów przeszła w końcu 1610 roku na służbę Zygmunta III, m.in. Aleksander Lisowski. Ocalała w ten sposób w grupie towarzyszy Lisowskiego konfederacja żołnierska trwać miała jeszcze przez lat trzydzieści. Najwyższą władzę u lisowczyków stanowiło koło generalne, czyli zgromadzenie wszystkich towarzyszy. Ono wybierało naczelnego wodza, zwanego pułkownikiem (w kraju) albo niekiedy hetmanem (za granicą). Jego porucznika, czyli zastępcę, strażnika, oboźnego, sędziego, rotmistrzów, poruczników i chorążych. Koło uchwalało również surowe artykuły wojenne, zapewniające bezwzględną karność i regulujące życie wewnętrzne konfederacji. Podobnie jak w wojskach regularnych, lisowczycy mieli wśród siebie towarzyszy, pocztowych czyli pacholików i czeladź czyli ciurów. Towarzyszowi przysługiwało posiadanie od 5 do 8 pacholików i do 10 ciurów. Towarzysze i pachołcy stanowili chorągwie pańskie. Ciurowie wyodrębnieni byli w osobne chorągwie i mieli nawet osobne sztandary zwane chorągiewką lub znakiem czeladnym. Każdemu rotmistrzowi podlegały więc dwa oddziały - pański i ciurowski. Tylko pułkownik dowodził czterema chorągwiami - dwiema wybornymi pańskimi, zwanymi czarną i czerwoną oraz dwiema ciurowskimi. Całość tak zorganizowanych kondeferatów zwała się pułkiem. Jego liczebność mogła wynosić od 2000 do 10 000 szabel. Trzon towarzystwa stanowiła zapewne drobna szlachta mazowiecka, niemniej i wśród towarzyszy było wielu plebejuszy, których stać było po zdobyciu łupów na wystawienie pocztu. Pachołkami byli rzemieślnicy i chłopi, a często przestępcy lub włóczędzy, jak np. Cyganie. Chorągwie czeladne pełniły służbę ubezpieczeń i zwiadu, one też rozchodziły się przeprowadzając systematyczny rabunek terenu, gdy "pańskie" będące siłami głównymi pułku wzorem tatarskim były siłami zwartymi zabezpieczającymi akcję. Konfederaci moskiewscy stanowili, zapewne pod względem taktycznym, wojska wszelkich rodzajów, z przewagą jazdy. Gdy jednak hetman Karol Chodkiewicz zaciągał na służbę królewską pułk Lisowskiego, zastrzegł sobie, że oddział jego ma stanowić - wypróbowaną w wojnie domowej w Rosji - jazdę najlżejszą, "kozaków w samej sukni" bez taborów. Narzuciło to pułkowi Lisowskiego na przyszłość charakterystyczną również taktykę i uzbrojenie. Lisowczycy nie nosili na ogół żadnej zbroi. Za to uzbrojenie zaczepne mieli bardzo dobre. Stanowiły je trzy sztuki broni palnej, dwa pistolety i rusznica (tj. zapewne bandolet lub karabin), oprócz tego łuk, szabla, koncerz lub pałasz pod siodłem oraz - chyba w niektórych chorągwiach lub u towarzyszy rohatyna. Nie mając taborów, tylko konie juczne, lisowczycy posuwali się w terenie bardzo szybko. Przepraw dokonywali zawsze wpław, za końskim ogonem; tylko zdjęte z juków ciężary przewożono sporządzoną naprędce tratwą, czyli promem. W marszu kierowali się surowymi zasadami, mającymi zapewnić tajemnicę poruszeń. Zabijali każdego napotkanego na drodze człowieka. Ludność zdobytych miejscowości wycinali w pień. Mordowali własnych towarzyszy, którzy wskutek chorób lub ran nie mogli nadążyć w marszu. Na przeprawy wybierali tylko miejsca nie znane. Wszystkie te sposoby zapewniały nieuchwytność lisowczyków i pozwalały im przeprowadzać bezkarnie olbrzymie zagony. Dobre konie i brak taborów dawały im przewagę szybkości nad ścigającym ich nieprzyjacielem, a omijanie szlaków komunikacyjnych, mostów i brodów uniemożliwiało ich osaczenie. Dzięki tym walorom lisowczycy szczególnie nadawali się do przednich i tylnych straży, do zwiadu i przecinania komunikacji, do szarpania nieprzyjaciela, osaczania i pościgu, do strzeżenia skrzydeł i przeprowadzania głębokich zagonów dywersyjnych i terrorystycznych. Zmuszeni do bitwy, walczyli lisowczycy "ławą" tj. w szyku luźnym, z odstępami takimi, by można było swobodnie obrócić koniem w miejscu. Raz po raz napadając i uciekając ("rozsypką uderzając"), niszczyli nieprzyjaciela ogniem lub zasypywali chmurą strzał. Potrafili jednak również w odpowiednim momencie uderzyć w szyku zwartym. Byli mistrzami w stosowaniu zaskoczenia. Napadali przed świtem, kiedy sen najtwardszy (przedmoście pod Mannheim - 1622). Rzadko staczali bitwę bez użycia fortelu - zasadzki. Najczęściej udawali ucieczkę, a gdy wskutek pogoni szyki nieprzyjacielskie uległy rozprzężeniu, zawracali i uderzali z impetem (Nagy Homona - 15.X.1619, Soest w Hesji - 27.IX.1616). Przed rozpoczęciem bitwy często obchodzili skrycie jedno lub oba skrzydła nieprzyjaciela. Lekka jazda lisowska potrafiła nawet kusić się o zdobywanie miast. Czasami przez rabowanie pasącego się obok murów bydła lub grabienie przedmieść przez nielicznych ciurów wywabiano zza murów załogę i na jej karkach wpadano przez bramy (Zlabinsk na Morawach - 1620, Kłodzko na Śląsku - 1622, Ponta-Mousson nad Mozelą - 1625). Czasami przed świtem przerzucano przez mur zręcznego pachołka z narzędziami, który bramę otwierał (Lampsheim - 1622). Sztuka wojenna lisowczyków była obrazem nieuczonej i niespisanej, lecz nabytej drogą kilkuwiekowej nieprzerwanej tradycji doświadczeń - polskiej praktyki żołnierskiej, którą przez służbę mógł nabyć zarówno wykształcony z magnatów wywodzący się hetman, jak i były chłop pańszczyźniany.




Cofnij
Menu

Ubezpieczenia Olsztyn | Archiwum | Ubezpieczenia Olsztyn