Wojny z Moskwą



Odsiecz Smoleńska 1632-1634


Do odebrania utraconego na rzecz Polski w 1611 roku Smoleńska Rosja przygotowywała się starannie. Posiłki szwedzkie w latach "smuty" pokazały jej wodzom doniosłość ówczesnych przemian w sztuce wojennej Zachodu i potęgę ognia muszkietowego piechoty. Zdecydowano się więc na analogiczne reformy. Działa poczęto odlewać według systemu holenderskiego. Wprowadzono armaty regimentowe. Zakupiono na Zachodzie 10 000 muszkietów dla przezbrojenia piechoty. Pozyskano do służby wielu oficerów armii Gustawa Adolfa. Zamierzano zaciągnąć ponad 5000 cudzoziemskiej piechoty, wyszkolonej w taktyce holenderskiej, a piechotę własną uzbroić i wyszkolić na sposób zachodni. Z powodu toczącej się właśnie wojny trzydziestoletniej wyniknęły jednak trudności z zaciągiem cudzoziemców. Do jesieni 1632 roku sprowadzono zaledwie 3461 muszkieterów i pikinierów i to zaciągając "gdzie bądź i byle co". Zdołano również na sposób zachodni przeszkolić - zapewne pobieżnie, bo tylko w ciągu roku - 7 pułków tj. około 15 000 piechoty rosyjskiej. 30 kwietnia 1632 roku zmarł Zygmunt III. Car postanowił wyzyskać sposobność do odebrania Smoleńska. Rozpoczął wojnę nie zakończywszy przygotowań z tym, co miał w ręku. Smoleńsk otaczały warowne, wzniesione w latach 1596-1602, na 5 metrów szerokie i wysokie do 15 metrów mury z 38 basztami. Oprócz tego od zachodu, gdzie prawie pod ich fundamenty dochodził szeroki parów, dogodny jako podstawa wyjściowa do szturmów i prowadzenia podkopów, wznieśli Polacy w latach 1629-1630 pięciobastionową "Fortalicję Zygmuntowską". Od północy osłaniał miasto Dniepr. Od wschodu - rzeczka z szeroko rozlanymi dwoma stawami. Od południa, gdzie dostęp był łatwiejszy, usypali Polacy za murem wał ziemny wzmocniony palisadą. Załoga liczyła 250 husarzy, 401 kozaków, 584 piechoty polskiej, 100 piechoty niemieckiej oraz 279 kozaków miejskich - chłopów zobowiązanych do służby w zamian za posiadanie ziemi, razem - 1649 żołnierzy. Do tego doszło kilkuset szlachty miejscowego pospolitego ruszenia. Dział było 170. Dowodził Sokoliński - porucznik królewskiej chorągwi husarskiej. Rosjanie zamierzali na jesieni 1632 roku otoczyć miasto ścisłą blokadą. Oblężenie właściwe rozpocząć się miało wiosną 1633 roku po nadejściu ciężkiej artylerii. Na dowódcę wyprawy wyznaczono Michała Borysowicza Szeina, byłego wojewodę smoleńskiego, który w latach 1609 - 1611 miasta bronił i znał najlepiej słabe punkty jego umocnień. Jednocześnie z rozpoczęciem blokady Smoleńska najechać miały na ziemie Rzeczypospolitej zagony dywersyjne w celu uniemożliwienia odsieczy. Do działań oblężniczych wyznaczono wszystkie pułki cudzoziemskie i na sposób zachodni wyszkolone. Inne wojska (strzelcy, kozacy. Tatarzy) przeznaczono tylko do działań dywersyjnych. Wojna rozpoczęła się 30 września 1632 roku. Do 14 października zdobyto Dorohobuż i 21 innych zamków pogranicznych. 18 października Szein stanął pod murami Smoleńska i przystąpił do blokady, otaczając miasto szeregiem fortów. Hetman polny litewski Krzysztof II Radziwiłł, wielokrotnie od Szeina słabszy, podszedł wtedy pod Smoleńsk i odciągając uwagę Szeina demonstracyjnymi atakami na jego wysunięte na zachód forty - zdołał dwukrotnie wprowadzić do miasta posiłki (nocą 2/3.11.1635 - 294 ludzi, 26.III - 600 piechoty i amunicję). 20 marca 1635 roku przysłano Szeinowi pierwszych 5 dział ciężkich 60-funtowych i rozpoczęło się oblężenie. Do czerwca 1655 roku Rosjanie zgromadzili pod Smoleńskiem 4 pułki zaciężnej piechoty cudzoziemskiej (3461 ludzi), 7 pułków piechoty rosyjskiej, przeszkolonej i uzbrojonej na sposób zachodni (14 887 ludzi), 16 kornetów zaciężnej rajtarii cudzoziemskiej (około 2000), 2 pułki jazdy "dzieci bojarskich", i rotę dońskich kozaków, i rotę kniazia Lapunowa i strzelców - razem 18 548 piechoty i 5250 jazdy. Dział mieli 158, w tym około 40 ciężkich (5 60-funtowych, 5 48-funtowych, 5 24 i 50 funtowych, 4 70-funtowe i in.). Wzniesione przez Szeina forty otaczały miasto w następujący sposób: od północy, za Dnieprem, na wzgórzu umieszczono pułk rosyjski Jerzego Matissona (2500 ludzi) - od zachodu, tj. od strony spodziewanej polskiej odsieczy, stanął warownym obozem kniaź Prozorowski z kozakami i "dziećmi bojarskimi". Obóz jego otoczono wałem, zasiekami i oblano sztucznie spiętrzoną wodą. Razem z Prozorowskim stanął pułk rosyjski pieszy Wilhelma Kitta (około 2500 ludzi). Tuż za tą grupą umieszczono cudzoziemską rajtarię Charlesa d'Eberta (2000 koni) 1 pułk rosyjskiej piechoty Damma (2500 ludzi). Od południowego wschodu stanęły siły główne - 3 pułki piechoty cudzoziemskiej poprzedzielane pułkami pieszymi rosyjskimi (Tomasz Sanderson - 961 cudzoziemców, Tobtas Unzen - 2600 Rosjan, Andrzej Lesley - 905 cudzoziemców i 2600 Rosjan, Wilhelm Rozworn - 2600 Rosjan, Hans Pox - 609 cudzoziemców). Tutaj umieszczono całą prawie artylerię oblężniczą i stąd miano prowadzić szturmy. Łączność z grupą Prozorowskiego utrzymywano za pomocą łańcucha czterech redut połączonych kobyłkami i obsadzonych przez pułk Jakuba Charley'a (911 cudzoziemców). Od wschodniej strony miasta, nad Dnieprem, stanął pułk piechoty Karola Jacobi (1000 Rosjan). Obóz główny Szeina, tj. tabor i składy, zatoczono również od wschodniej strony miasta, ale nieco dalej, w kolanie Dniepru. Dwa mosty na tratwach zapewniały stąd łączność z Dorohobużem i Moskwą. Do lipca 1633 roku artyleria oblężnicza zniszczyła zupełnie około 300 metrów muru. Pod jedną z baszt poprowadzono minę. Na 17 lipca wyznaczono szturm. Mina wybuchła, grzebiąc 37 ludzi załogi, i powodując duże straty wśród skoncentrowanych do ataku Rosjan. Szturm został odparty. Kontynuowano wobec tego bombardowanie i rozpoczęto prowadzenie drugiej miny. Do następnego szturmu jednak nie doszło, gdyż 30 sierpnia 1633 roku przybył z odsieczą Władysław IV. Siły królewskie - wraz z oddziałami Radziwiłła -liczyły 11 700 piechoty cudzoziemskiego autoramentu, 2450 dragonii, 1000 piechoty polskiej, 3120 husarii, 1700 rajtarii, 780 petyhorców, 5480 kozaków - razem 15150 piechoty i 9480 jazdy, 19 września przybyła jeszcze królowi nieokreślona w źródłach ilość Kozaków Zaporoskich. Piechota obu stron była liczebnie mniej więcej równa, natomiast w kawalerii mieli Polacy przygniatającą przewagę. W pierwszej fazie działań król postanowił przede wszystkim odświeżyć załogę Smoleńska. Hetman litewski Radziwiłł (5000 piechoty, 2000 jazdy, 6 dział) - uderzył 7 września na szańce Matissona. Jednocześnie natarła nań z tyłu załoga Smoleńska. W tym samym czasie hetman polny koronny Marcin Kazanowski (regiment piechoty cudzoziemskiej Eliasza Arciszewskiego i jazda) zaatakował obóz Prozorowskiego. Wszystkie czołowe ataki Rosjanie odparli, ale w trakcie walki od północnej strony miasta, przez most na Dnieprze weszły do twierdzy wozy z amunicją i regiment piechoty Henryka Denhoffa. Do 21 września trwała przerwa w działaniach. Władysław IV czekał bowiem na artylerię. Tegoż dnia o świcie rozpoczął się znów atak na stanowiska Matissona. Polacy szli szerokim szykiem, w którym oba skrzydła, centrum i odwód stanowiły odrębne dywizje z jazdą w środku i piechotą na skrzydłach. Lewe skrzydło prowadził Kazanowski z zadaniem obejścia stanowisk Matissona z prawej strony i osłony od głównego obozu Szeina. Centrum prowadził Gosiewski z zadaniem zwlązania Matissona od czoła i obejścia jego lewej flanki, prawe skrzydło prowadził Radziwiłł; Kozakami Zaporoskimi swej dywizji miał on związać Prozorowsklego, a jednocześnie (grupą Madalińskiego) współdziałać z Gosiewskim w obejściu lewej flanki Matissona. W odwodzie stanął Piaseczyński. W trakcie gwałtownej walki ogniowej piechota Jakuba Butlera (tj. prawe skrzydło dywizji Kazanowskiego) przeniknęła głęboko na prawą flankę Matissona i natychmiast się tam okopała. Usypawszy dwa szańce i podciągnąwszy niezwłocznie artylerię, rozpoczęła bombardowanie Rosjan. To samo usiłował uczynić Arciszewski (prawe skrzydło dywizji Gosiewskiego) na lewej flance Matissona, ale natrafiwszy po drodze na silny ogień z umocnionej nad brzegiem Dniepru cerkwi św. Piotra i Pawła, mimo wsparcia przez Radziwiłła, nie mógł się na tyły Rosjan przedostać. Tymczasem Szein zarządził przeciwnatarcie. Z głównego jego obozu wypadł o godz. 14 z piechotą i jazdą płk Lesley i zaatakował dywizję Kazanowskiego, To samo uczynił Prozorowski rzucając przez Dniepr na grupę Radziwiłła swoją rajtarię d'Eberta. Lesley odniósł zrazu pewien sukces. Stojący w pierwszym rzucie kozacy Kazanowskiego zostali odrzuceni. Gdy jednak skoczyła do przeciwnatarcia husaria i rajtaria, Rosjanie ustąpili, wciągając z kolei Polaków na ukrytą w zasadzkach piechotę. Gdy trwał bój jazdy, piechota Lesley'a usiłowała wyprzeć z szańców knechtów i dragonów Butlera. Ci wytrzymali jednak natarcie. Władysław IV słał im kolejno na pomoc regimenty Rosena, Walltsona, Kreuza i Meydela. W ciężkim czterogodzinnym boju ogniowym Lesley został odparty. Zdołał jednak okopać się w pobliżu szańców Butlera, na wzgórzu 116 i zapewnił tym sobie łączność ogniową z Matissonem. Na prawym skrzydle polskim Kozacy Zaporoscy Radziwiłła zostali również bez trudu rozpędzeni przez rajtarów d'Eberta, lecz rajtarzy uciekli z kolei przed przeciwnatarciem jazdy polskiej. Prozorowski jeszcze drugi raz uderzył, przeszedłszy tym razem Dniepr przy szańcach Damma i znów został gwałtownie odrzucony niespodziewaną szarżą husarii Madalińskiego, Komorowskiego i rajtarii Abrahamowicza. Gdy jednak Polacy dopadli w pogoni brzegów Dniepru, dostali się; pod ogień dział i muszkietów Damma i musieli się wycofać. W trakcie tych wypadków Denhoff zorganizował wycieczkę z miasta, zdobył część okopu na tyłach Matissona i natychmiast się tam umocnił. Nierozegraną bitwę przerwało zapadnięcie zmroku. W nocy Polacy rozbudowali umocnienia na zdobytych stanowiskach; Radziwiłł z Arciszcwskim - nad Dnieprem, naprzeciw brodu, fortu Damma i cerkwi św. Piotra i Pawła, na głębokiej flance Matissona, a Denhoff - na jego tyłach. W tej sytuacji jeszcze tej samej nocy Szein ewakuował cerkiew św. Piotra i Pawła, a następnej nocy z 22 na 23 września - po kilku nieudanych wypadach w ciągu dnia - wycofał pułk Matissona. Oblężenie zostało przerwane. Władysław IV postanowił następnie zlikwidować stanowiska Prozorowskiego, Damma i d'Eberta. Pierwsze paść miały najbliższe murów miasta szańce Damma. W nocy z 27 na 28 września przeszły do Smoleńska pułki piechoty Korffa, Abrahamowicza, Weyhera i Rosena oraz część husarii i kozaków. Mieli oni zaatakować Damma od strony murów miejskich. 28 września o świcie Korff, Abrahamowicz i Weyher rozpoczęli szturm, a Rosen wraz z kozakami Moczarskiego związał rajtarię d'Eberta. W drugim rzucie szturmujących szła husaria i rajtaria. Jednocześnie zza rzeki wypadli Kozacy Zaporoscy na tyły Damma i na obóz Prozorowskiego. Prozorowski z łatwością jednak zaporożców odrzucił, a Damm odparł ataki, że trzeba było ściągnąć nań pułk Rosena. Wtedy również d'Ebert ruszył do przeciwnatarcia; zmieszał lisowczyków Moczarskiego ogniem ukrytej piechoty i uderzył na regiment Rosena. Szarża jazdy drugiego rzutu polskiego przy wsparciu artylerii miejskiej odrzuciła jednak rajtarów rosyjskich z powrotem do ich okopu, a Abrahamowicz zdobył pierwszą linię okopów Damma. W południe Władysław IV nakazał odwrót pod osłoną dział miejskich. Tylko piechota Abrahamowicza pozostała na zdobytych pozycjach. Jednakowoż w nocy Prozorowski, d'Ebcrt i Damm opuścili stanowiska, a 5 października również bez walki - Szein zwinął całe oblężenie, gromadząc wszystkie siły w swoim głównym obozie w kolanie Dniepru. Władysław IV postanowił wobec tego odciąć Szeina od Moskwy i dróg zaopatrzenia - przez zajęcie umocnionej pozycji na jego tyłach. Wybór padł na znajdujące się za Dnieprem lesiste Żaworonkowe Wzgórza i wysoką wydmę, zwaną Bogdanową Okolicą. Dwie kopy Zaworonkowych Wzgórz znacznie górowały nad obozem Szeina, a jednocześnie były tak blisko, że ogień ustawionych na nich ciężkich dział mógł zmusić Rosjan do kapitulacji. Żaworonkowe Wzgórza postanowiono zająć skrycie przez zaskoczenie, obchodząc Szeina od północy lasami. Jednocześnie Kozacy Zaporoscy mieli manewrować na oczach Rosjan, udaremniając ich rozpoznanie, osłaniając króla od południa, a jednocześnie markując marsz na Dorohobuż albo w kierunku Białej, niby dla urządzenia zimowisk. 16 października król wyruszył z obozu urządzonego w dawnych szańcach Matissona. Marsz trwał dwa dni. W lasach trzeba było wyrąbywać drogi. 18 października niespodziewanym skokiem spędzono ze wzgórz straże rosyjskie. Północną kopę zajęły regimenty piesze Korffa i Abrahamowicza, a południową, większą, regimenty Zygmunta Radziwiłła, du Plessa i Kreuza, natychmiast się okopując. Na północ od nich, na równinie, rozwinęła się Jazda pod Piaseczyńskim. Całością dowodził hetman Radziwiłł. Król zajął stanowisko w dolinie rzeki Kołodna, na styku wzgórz i Bogdanowej Okolicy. Miał przy sobie większość Jazdy oraz regiment pieszy Weyhera. Reszta sił, pod dowództwem hetmana Kazanowskiego, zajmowała Bogdanową Okolicę. Przez cały dzień trwała ulewa i Szein nie przeszkadzał w rozwijaniu się sił polskich. Deszcz uniemożliwiał prowadzenie ognia z broni lontowej. Rosjanie nie próżnowali Jednak. Naprzeciw południowej kopy i doliny Kołodnej sypali olbrzymią baterię dla całej swojej artylerii.


19 października w południe Szein rozpoczął przeciwnatarcie. Na tyły prawego skrzydła polskiego (gdzie stał Piaseczyński) i na styk w dolinie Kołodnej uderzyła jazda. Piechota poszła na Żaworonkowe Wzgórza. Cała natomiast artyleria biła w dolinę Kotodnej, by nie dopuścić do atakowanych wzgórz odsieczy z Bogdanowej Okolicy. Pierwszy rzut Polaków na Żaworonkowych Wzgórzach został zepchnięty. Jednakże na szczycie "zasadzone regimenty ogromną salwą" przywitały Rosjan i spowodowały ich odwrót. Następne natarcia powstrzymały posłane przez króla z Bogdanowej Okolicy na pomoc wzgórzom regimenty Denhoffa, Butlera i Wallisona. Na północ od wzgórz jazda rosyjska również odniosła zrazu sukces. Piaseczyńskiego zdołały jednak wesprzeć na czas wysłane z Bogdanowej Okolicy chorągwie koronne (rajtaria Seja, Moczarski, Wojna, Sierakowski, Czarniecki) i Rosjanie zostali odrzuceni. Najcięższa była sytuacja w dolinie Kołodnej, na styku, gdzie dowodził król. Ogień artylerii zmusił tu jazdę polską do ucieczki. Władysław rzucił wtedy do przeciwnatarcia regiment piechoty Weyhera. Ten jednak, posunąwszy się zbyt daleko do przodu, wpadł z kolei na zasadzkę piechoty rosyjskiej i zaczął cofać się w nieładzie. Nastąpił kryzys bitwy. Sytuację wyjaśnił Piaseczyński. Odrzuciwszy jazdę Szeina, zorganizował zza północnej kopy Zaworonkowych Wzgórz - potężne natarcie jazdy na most na Dnieprze, który łączył Rosjan z obozem. Powstrzymał w ten sposób ich natarcie na stanowisko króla. Został wprawdzie od przedmościa odrzucony, ale tymczasem zapadł zmrok i bitwę przerwano. W nocy Polacy zdołali wznieść takie umocnienia, że rankiem Szein z walki zrezygnował. W ciągu następnych dni jeszcze bardziej umocniono Bogdanową Okolicę, przerzucono przez Dniepr dwa mosty, przecinając Szeinowi komunikację wodą, ściągnięto spod Smoleńska Kozaków Zaporoskich i szeregiem redut osaczono Rosjan od południa, Nadciągnął tymczasem do Władysława pierwszy transport dział ciężkich i 23 października rozpoczęło się bombardowanie obozu Szeina. Dalsze działa dostarczono 3 listopada. Ostatni transport - 12 ćwierć-kartaun, 36 regimentowych 6-funtowych i 5 moździerze - przybył 3 stycznia 1634 roku. Szein jednak trwał. Liczył na przybycie obiecanej przez cara odsieczy oraz na rozprzężenie w obozie Polaków wskutek niewypłacania żołdu. Rzeczywiście Polacy zaczęli odczuwać głód. Srożyła się drożyzna, a żołnierz nie miał pieniędzy. W słabo zaludnionym kraju trudno było o żywność, a na dodatek oddziały piecowników rozpędzała rosyjska partyzantka ("szysze"). 17 stycznia 1634 roku nadeszły jednak pieniądze i rozprzężenie opanowano. Natomiast car nie mógł dać odsieczy Szeinowi wskutek niepomyślnych dla Rosji wypadków na innych teatrach wojny. Kozacy Zaporoscy pod Adamem Kisielem za 20 000 zł "na poprawę armaty" od wiosny 1635 roku pustoszyli południowo-zachodnie granice Rosji, wiążąc znaczne siły carskie pod wodzą Buturlina. Również Tatarzy - po pogromie. Jaki zgotował im Koniecpolski pod Sasowym Rogiem (14 lipca 1633) i Kamieńcem Podolskim (22 października 1635) zaofiarowali Polakom przymierze, obiecując uderzyć na Rosję za 10 000 talarów upominku. To jeszcze dodatkowo odciągnęło siły carskie od Smoleńska, zresztą gdyby nawet car odsiecz wysłał, nie gwarantowało to uratowania Szeina od kapitulacji, Władysław bowiem - podobnie jak Zygmunt III w 1610 roku osłonił się od Moskwy zagonami jazdy. 7 października 1633 roku Piaseczyński (3000 jazdy, Kozacy Zaporoscy, 3 działa) wypadł pod Dorohobuż 1 grudnia 1653 roku sześć chorągwi obsadziło Białą. 5 grudnia Kazanowski i Gosiewski (6000-8000 jazdy i Kozaków Zaporoskich) poszli na Wiaźmę, zdobyli ją, później stanęli "obozem warownym" między Wiaźmą a Możajskiem. Kanonada z Zaworonkowych Wzgórz czyniła sytuację zamkniętych w obozie Rosjan beznadziejną. Zaczynał również dręczyć ich głód i brak opału, Polacy bowiem niszczyli wyprawy po drzewo. Szerzyła się dezercja. Od 18 listopada 1633 roku do 25 lutego 1634 roku wlokły się pertraktacje z Szeinem, przerwane 7 stycznia jeszcze jedną rozpaczliwą próbą przebicia blokady Władysława. Wreszcie Rosjanie skapitulowali - za zezwoleniem cara - na warunkach wolnego odejścia z bronią ręczną i sztandarami. Wyszło wraz z Szeinem jeszcze 12 107 żołnierzy. Działania pod Smoleńskiem są przykładem zastosowania przez obie strony taktyki wzorowanej na holenderskiej i szwedzkiej. Wprowadzenie muszkietu do piechoty i sposobu strzelania ciągłego z kontrmarszem przy równoczesnej umiejętności błyskawicznego wznoszenia umocnień ziemnych spowodowało niezwykłą odporność obrony nawet w boju spotkaniowym. Jazda nie miała już teraz szans w ataku na piechotę, skoro tylko ta ostatnia zyska czas na rozwinięcie się i okopanie. Również piechota, zawodowa i ochotnicza, mało odporna moralnie na straty, nie mogła odnosić sukcesów w natarciu czołowym. Obaj wodzowie pod Smoleńskiem o tym wiedzieli i obaj chcieli staczać bój w postawie obronnej, która dawała możność rozwinięcia całej potęgi ognia. Celem ich zabiegów nie było dążenie do zwarcia i jak najszybszego zniszczenia sił żywych nieprzyjaciela, lecz zajęcie dogodnej, górującej pozycji na jego flance lub tyłach, gdzie zdobywca natychmiast się okopywał, by niszczyć później przeciwnika artylerią. Był to niejako manewr umocnieniami, który miał postawić nieprzyjaciela w takim położeniu, aby miał do wyboru tylko atak na okopy lub kapitulację. Władysław postępował w tym stylu bardzo konsekwentnie. Najpierw Butler wzniósł szańce na głębokiej flance Matissona i zmusił go tym do opuszczenia pozycji. Następnie król zajął Smoleńsk, grożąc Prozorowskiemu odcięciem od rosyjskich sił głównych i wymusił na nim porzucenie umocnień. Wreszcie zajął Zaworonkowe Wzgórza i wymusił kapitulację całej armii. Manewr na Zaworonkowe Wzgórza został przeprowadzony po mistrzowsku. Sam pomysł nie był jednak oryginalny - przypominał działania Wallensteina pod Norymbergą przeciwko Gustawowi Adolfowi w 1632 roku. Manewr umocnieniami stosował również Szein. Piechota Lesley'a w wypadzie przeciwko Butlerowi w czasie natarcia polskiego na szańce Matissona także natychmiast się okopała na zdobytym wzgórzu 116. Umożliwiło to później ewakuację Matissona. Wypad Lesley'a był jednak jedyną ze strony Rosjan akcją zaczepną w większym stylu. Poza tym Szein zachowywał się prawie biernie. Wynikało to zapewne z poczucia słabości wobec sił polskich. Nawet bowiem manewr umocnieniami wymagał wyjścia z okopów i przemarszu na następne upatrzone pozycje. Narażał tym samym na bój spotkaniowy. A tego Szein wyraźnie się bał. Jego obawy usprawiedliwia przygniatająca przewaga, jaką Polacy mieli w jeździe. Kawaleria Szeina to przeważnie "bojarskie dieti" odpowiadające zapewne pod względem wartości bojowej polskiemu pospolitemu ruszeniu. Zaciężna rosyjska rajtaria również husarzom nie mogła sprostać. Tymczasem od początku działań Władysław IV udowodnił, że walory swojej jazdy potrafi świetnie wykorzystać. Choć w pierwszych rzutach prowadził sypiącą ogniem piechotę, jazdy używał zawsze jako straszliwej broni przeciwnatarcia, która zmiatała z natury rzeczy rozprzężonego w czasie ataku nieprzyjaciela. Jednocześnie, jak w wypadku szarży Piaseczyńskiego, umiał użyć swej jazdy na skrzydle do decydującego uderzenia na bok i tyły nieprzyjaciela. Ta umiejętność świetnego użycia jazdy w nowych warunkach boju ogniowego różniła Władysława od wodzów zachodniej Europy. Swoich rajtarów nie ustawiali w drugim rzucie ani Gustaw Adolf, ani Wallenstein. W wybitnym umyśle Władysława IV stopiła się harmonijnie tradycyjna staropolska sztuka wojenna z nowymi możliwościami, jakie niosła ze sobą piechota cudzoziemskiego autoramentu i artyleria regimentowa. Również piechota Władysława IV była, jak się zdaje, lepsza od rosyjskiej. Ta druga nie miała bowiem za sobą żadnych tradycji, gdy tymczasem przynajmniej kadra polskich regimentów cudzoziemskiego autoramentu walczyła pod polskimi sztandarami co najmniej przez lat dwanaście. Uczestnik wypadków pod Smoleńskiem wspomina w polskich regimentach "starych żołnierzy, w różnych utarczkach będących, i w Prusiech, i w Inflanciech i w Moskwie". Nazwiska polskich oberszterów - Jakuba Butlera, Henryka Szmelinga, Mikołaja Abrahamowicza, Korffa, Denhoffa, du Plesa, Meydela powtarzają się w komputach od 1621 roku. Weyherowie przyprowadzili do Polski swoje roty już za czasów Batorego, a Jakub Butler w 1627 roku "za zgodą wszech stanów koronnych i W.K.Lit." otrzymał szlachectwo. W czasie przerwy między wojnami 1629-1632 wojsko przetrwało częścią w powiększonych załogach pruskich, częścią w gwardii królewskiej (Meydel) albo w prywatnych wojskach magnackich (Fitinghoff u Tomasza Zamoyskiego, Korfr u Janusza Radziwiłła). Zaległe żołdy likwidowano zresztą chyba jeszcze w 1631 roku, a w kilka miesięcy później znów żołnierze otrzymali pracę na wyprawie smoleńskiej, by wykazać w niej całe doświadczenie we współdziałaniu z jazdą polską i latami nabywaną sprawność bojową.





Cofnij
Menu

Ubezpieczenie Olsztyn | Archiwum | Ubezpieczenie Olsztyn