Wojny z Imperium Tureckim



Wyprawy magnatów do Mołdawii, łupieżcze rejsy zaporożców na Turcję wywołały reakcję w postaci najazdów tatarskich i wojen tureckich. Hetman wielki koronny Żółkiewski przebywał najczęściej w Barze, by stąd obserwować szlaki. W roku 1617 wyszedł naprzeciw Turkom i umocnił się w obozie pod Buszą przy ujściu Murachwy do Dniestru. Nie odważył się na rozprawę, ale ustępstwami i obietnicą powściągnięcia kozaków zażegnał niebezpieczeństwo. Nie zdołał jednak przeciwstawić się najazdowi tatarskiemu, a wymuszone na kozakach zaporoskich zobowiązanie nie powstrzymało ich od wyprawy na Turcję w 1618 roku. Odpowiedzią były dwa duże i głębokie najazdy tatarskie. W czasie drugiego dnia w bitwie pod Oryninem Tatarzy ponieśli znaczne straty, ale Turcy ocaleli. W roku 1619 doszło do dywersji Lisowczyków na Węgrzech, która uniemożliwiła protestantom zdobycie Wiednia. Stąd ich usilne starania o nową wyprawę turecką na Polskę. Uprzedzony o tym Żółkiewski postanowił spotkać ją na mołdawskim przedpolu strategicznym, licząc na znaczną pomoc Mołdawian. Wraz z polnym hetmanem koronnym Stanisławem Koniecpolskim 14 września przeprawił się przez Dniestr w pobliżu Jampola, prowadząc około 9000 żołnierzy (w tym 2000 piechoty). Dawny obóz na Cecorze z 1595 roku osiągnięto 12 września i zaczęto podwyższać dawne fortyfikacje. Odczuwano już niedostatek, wypadło więc rozesłać oddziały na zdobycie prowiantu. Przy niewystarczającym rozpoznaniu Tatarzy wiele z nich 17 września zagarnęli. Następnego dnia rano Polacy ujrzeli 7000 Turków i kilkanaście tysięcy Tatarów Krymskich "nogajskich". Doszło wówczas do walki, przeciwnika odparto. Powodzenie skłoniło do wydania przeciwnikowi bitwy 19 września. Polacy zamierzali ją rozegrać jazdą, której skrzydła miały osłonić dwa taborki zorganizowane na sposób kozacki po 50-60 wozów każdy z 8 działami i 8 woźnicami na wozach. W każdym było po kilkaset (500-600) piechoty. Przy wyruszaniu do natarcia (zadaniem tych ruchomych twierdz było flankowanie ogniem dostępu do szyku jazdy) zakradł się nieporządek: taborek lewy nie dość zboczył ku skrzydłu, dlatego jazda zajęła miejsce bardziej w prawo niż było zarządzone; taborek prawy zbyt więc oddalił się od obozu. Uderzenie nieprzyjacielskie zwróciło się właśnie na ten taborek, przeciwuderzenie polskie atak odbiło; a hetman polny kazał taborkowi cofnąć się. Wobec ucieczki części woźniców i wyprzęgnięcia koni taborek się splątał i znieruchomiał. Pokąd trwała walka jazdy - piechota z działami w wozach się broniła. Wobec przewagi przeciwnika musiała jednak jazda ustąpić, a z nią wycofała się tylko część piechoty. Nieprzyjaciel wrąbał się między wozy i rozbitkowie grupkami lub w pojedynkę przebijali się do obozu. Straty własne wynosiły 800 poległych. Gorszym następstwem niepowodzenia był rozłam w wojsku. Wbrew Żółkiewskiemu, który planował ponowną bitwę i odwrót pod osłoną taboru lewym brzegiem Prutu najbliższą drogą do Dniestru, część ochotników w nocy przepłynęła na drugi brzeg Prutu (by próbować odwrotu do Sniatynia), a czeladź zaczęła się burzyć, podejrzewając nawet hetmanów o ucieczkę. W zamieszaniu obrabowano namioty. Żółkiewski sytuację opanował, ale zamiast doraźnie ukarać winnych, odłożył sąd na później. Uciekinierzy zostali przez Tatarów zabrani lub potonęli, część wróciła. Wobec zaczynającego się głodu i odmowy pertraktacji ze strony Turków przystąpiono do przygotowania taboru w siedmiu rzędach wozów i wojska (ok. 5000), 29 września wyszedł z okopów, przebijając się ogniem artylerii i piechoty przez kosz tatarski. Marsz odbywał się nocami w najcięższych warunkach wśród walk przez podpalone wsie i step w dzień. 6 października rano, gdy Polacy przebywszy już 120 km, dotarli na 8-10 km od Dniestru pod Mohylewem, zaniechano pościgu. Teraz znów zaczęły się w taborze zamieszki, wywołane przede wszystkim przez tych, którzy czuli się zagrożeni karą. Gdy tabor był rozerwany, a nadbiegli znów Tatarzy, zdecydowano się na spieszenie. Pędzono przed sobą batożone konie, aby przebić się do Dniestru. Konie przeważnie zostały zrabowane, stary hetman i wiele spieszonego wojska przedzierali się małymi grupkami. O 5 km od Dniestru padł Żółkiewski, hetman polny i wielu innych poszło w niewolę. Wyprawa cecorska jest przykładem niezwykle interesującego wykorzystania starej, przez zaporożców odnowionej a przez Polaków wzbogaconej taktyki taborów. Jest zarazem dowodem zwyrodnienia staropolskiej wojskowości, konfederacji żołnierza zaciężnego - wojny pocztami ochotniczymi warcholących magnatów kresowych, a także schyłku wybitnego wodza, któremu wiek odebrał konieczną giętkość w politykowaniu z żołnierzem i działaniach z lotnym i twardym przeciwnikiem.


Wojna Chocimska - 1621

Po zniszczeniu armii polskiej droga w głąb państwa stała otworem, Tatarzy wtargnęli na Wołyń i w województwo ruskie, w Stambule zaś zapadła decyzja całkowitego podboju Polski. Na rok 1621 planowano uderzenie głównej armii w kierunku Lwowa oraz pomocnicze, przez przełęcze karpackie na Kraków. w Polsce doceniono niebezpieczeństwo, uchwalono podatki na cele wojny w niesłychanej dotychczas wysokości na zaciąg 60 000 wojska na trzy kwartały. Przedsięwzięto też zabiegi o pozyskanie do udziału w wojnie Kozaków Zaporoskich. Wobec utraty obu koronnych hetmanów kierownictwo wojny tureckiej powierzono Chodkiewiczowi, dodając mu do pomocy regimentarza St. Lubomirskiego. Jego plan przeniesienia obrony na rubież Dunaju, ze względu na trudności terenowe i opóźnienie mobilizacji wypadło zredukować do przyjęcia głównego uderzenia ottomańskiego w warownym obozie na mołdawskim brzegu Dniestru pod Chocimiem. Chocim flankował ewentualny kierunek marszu przeciwnika w głąb Rzeczpospolitej, zmuszał go do walnej rozprawy w terenie wybranym przez Polaków i umocnionym. Wypadało też obsadzić polskie twierdze pograniczne, a w obawie przed najazdami w głąb kraju przystąpiono do gorączkowego fortyfikowania. Wówczas to otoczono szeroko rozbudowaną Warszawę wałem bastionowym typu holenderskiego. Podstawą koncentracji polskiej był zasobny i warowny Kamieniec Podolski. Na początku lata Polacy wyparli za Dniestr watahy tatarskie i wzdłuż rzeki zorganizowali skuteczne przesłanianie. Koncentracja polska, rozpoczęta pod Glinianami, stopniowo była przesuwana w kierunku Chocimia. 14 lipca pod Oryninem zebrało się 20 000 ludzi, czyli połowa zaciągów przeznaczonych do głównej armii, 1 sierpnia zaczęto już przeprawę przez Dniestr pod Chocimiem, ale wobec przyboru wody i trudności w budowie mostu została ona ukończona dopiero 19 sierpnia. Doborowy korpus ("pułk") królewicza Władysława liczący ponad 10 000 ludzi maszerował jeszcze bardziej opieszale i nie bez strat ze strony Tatarów dotarł pod Żwaniec dopiero 5 sierpnia, a przeprawiać się musiał do obozu już w trakcie walk z Turkami. Całość sił polskich wynosiła 50 000 żołnierzy, w tym 14 000 piechoty (7600 polskiej i 6550 niemieckiej) oraz 17 560 jazdy (8550 husarii, 1760 rajtarii, 7250 kozaków). Armia Kozaków Zaporoskich, dowodzona zastępczo przez atamana Borodawkę, wycofując się z łupieżczej wyprawy na Mołdawię pod Chocim przybyła dopiero 1 września.


Zamek w Chocimiu nad Dniestrem

Tu dowództwo jej objął przybyły właśnie z rokowań w Warszawie Piotr Konaszewicz, Borodawka winny lekkomyślnego rozdrobnienia wojska i znacznych jego strat został ścięty. W tym momencie armia liczyła około 25 000 w 15 pułkach. Powołane w tym roku pospolite ruszenie nie odegrało istotnej roli. Obóz polski oparty o rzekę na północy sąsiadował z zamkiem. Był otoczony wałem ziemnym długości 8 km. Dalej za zamkiem zajęli miejsce Kozacy, otaczając się dwoma rzędami okopanych wozów. Polacy swą linię podzielili na trzy odcinki. Prawy najbliższy Kozakom zajęły przede wszystkim wojska litewskie pod bezpośrednim dowództwem Chodkiewcza, środkowy przeznaczono dla królewicza Władysława (który chorując przez cały czas oblężenia taktycznie nie dowodził), lewym dowodził Lubomirski. Mobilizacja turecka była zarządzona 1 marca z terminem zgromadzenia oddziałów azjatyckich w Europie na 1 czerwca. Od wiosny w Mołdawii gromadzono zapasy żywności i ciężki sprzęt bojowy oraz doborowe oddziały osłonowe. Chociaż sułtan Osman II już 29 kwietnia z głównymi siłami janczarów i spahisami gwardii opuścił Stambuł, koncentracja armii w czasie marszu uległa opóźnieniu. Most na Dunaju pod Isakczą, poniżej ujścia Prutu nie był na czas przygotowany i przeprawa zaczęła się dopiero w końcu lipca, przy czym część sił przerzucono pod Ruszczukiem i Sylstrią, a część morzem do Białogrodu. Marsz od przeprawy rozpoczęto 12 sierpnia, posuwając się doliną Prutu. Od chwili osiągnięcia Cecory trudności wzrosły wobec pojawienia się zaporożców, 2 września więc czoło przeszło stukilometrowej kolumny podeszło pod Chocim. Siedmiotygodniowe opóźnienie wobec planowanego terminu uniemożliwiło strategiczne zaskoczenie, a spóźniona pora roku zmniejszała szansę powodzenia. Przyczyniła się do tego długotrwała zima, a kalkulacja marszów sięgających 2500 km (dla oddziałów syryjskich) nastręczała niepokojących trudności. Wojsko poniosło znaczne straty marszowe i pod Chocimiem liczyło około 50 000 pospolitego ruszenia spahisów oraz 8000 doborowych spahisów gwardii, 12 000 janczarów, a nadto około 17 000 Tatarów, 13 000 Mołdawian i Wołochów razem około 100 000, nie licząc kilkudziesięciu tysięcy czeladzi. Piechota, na którą miał spaść główny ciężar walk, stanowiła tylko 1/6 całej masy. Choć więc Turcy mieli niemal dwukrotną przewagę ogólną, a w jeździe stosunek sił wynosił 4:1, to w piechocie znacznie ustępowali przeciwnikom (1:2,8). Turcy górowali natomiast artylerią, nie tylko ilością dział 65:51, ile przede wszystkim wagomiarem i zapasami prochu. Wojsko polsko-kozackie miało zresztą lepsze uzbrojenie, a przede wszystkim dowództwo. Młodociany sułtan nie miał doświadczenia i autorytetu, paszowie rywalizowali z sobą, a brakło wśród nich wybitnych uzdolnień. Walki wstępne 1-4 września. Straż przednią turecką liczącą 20 000 Jazdy Chodkiewicz spotkał w polu, wyprowadzając swe wojsko z okopów w nadziei wykorzystania przejściowej przewagi, zanim Turcy będą rozporządzali całością swej armii. Przeciwnik jednak z marszu uderzył na słabo jeszcze umocniony obóz kozacki. Chodkiewicz skierował wówczas na pomoc 4000 piechoty i 3000 jazdy polskiej. Ogień flankowy muszkieterów i artylerii polskiej odciążył zaporożców, którzy natarcie odparli. Tego jeszcze dnia Tatarzy brodem przeszli na lewy brzeg Dniestru i odtąd utrudniali dowóz do słabo zaopatrzonego polskiego obozu. Noc z 2 na 3 września obrońcy wykorzystali na wzmocnienie szańców. Rada wojenna odbyta w polskim obozie odrzuciła propozycję hetmana stoczenia walnej bitwy nazajutrz, pokąd jeszcze posiadano przewagę. Obstawano przy koncepcji obrony w obozie, zwłaszcza, że pułk królewicza znajdował się jeszcze na drugim brzegu i dopiero 8 września miał ukończyć przeprawę. 3 września wzmocnieni już Turcy znów cały wysiłek skierowali na obóz Zaporożców. Szturm przygotowany ogniem artyleryjskim z pomocą polską został odparty. 4 września Turcy rozporządzali przewagą i zwartym półkolem otaczali obozy obrońców. Zaczęli od uderzenia na polskie lewe, południowe skrzydło i zanim tu walki ustały, przeprowadzili potężne bombardowanie (około 1000 pocisków z dział podsuniętych pod osłoną mgły na bliski dystans) obozu kozackiego i przypuścili doń szturm, tym razem doborowymi już oddziałami janczarów. Chodkiewicz znów skierował na pomoc 4000 świeżej piechoty oraz rajtarów i lisowczyków. Janczarzy zostali trzykrotnie odparci, ale po południu znów strzelały najcięższe działa tureckie i o zmroku nastąpił szturm czwarty. Zaporożcy wsparci przez Polaków dokonali przeciwuderzenia, zdobyli parę dział i dotarli do obozu tureckiego. Konaszewicz wezwał Chodkiewicza do uderzenia wszystkimi siłami, by rozszerzyć sukces, ale hetman nie ryzykował bitwy w ciemności. Tymczasem nastąpił kontratak koncentryczny lewego skrzydła tureckiego. Kozacy i lisowczycy utracili do 800 poległych. Trzydniowe walki wstępne, w których Turcy stale atakując umocnienia ponieśli duże straty, wskazały, że bez systematycznego oblężenia prowadzonego całością sił nie da się osiągnąć powodzenia. Nastąpiły dwa dni przerwy, przerywanej zresztą wypadami, w czasie której Turcy podsunęli bliżej swe obozy i umocnili je, część Tatarów przesunęli naprzeciw Kozaków, na lewe skrzydło i przygotowali szturm całymi siłami, na całym obwodzie. Po stronie polskiej przeprawa oddziałów królewicza umożliwiła tymczasem pełną obsadę środkowego odcinka linii okopów. Po niezbyt szczęśliwym nocnym wypadzie Zaporożców, 7 września nastąpiło wiążące uderzenie na lewy odcinek polskiego obozu. Tymczasem artyleria skierowana znów przeciw Kozakom zaczęła coraz skuteczniej ich ostrzeliwać. W południe spahisi niespodzianie uderzyli na styk lewego i środkowego odcinka polskiego i zaskoczyli w wysuniętym szańcu dwie polskie roty, które zostały rozbite. Wdarli się z kolei na wał główny wywołując lokalną panikę. Chodkiewicz wówczas rzucił swój odwód - husarię, która wyparła spahisów z obrębu wału. Gdy Turcy rzucili nowe siły, Chodkiewicz wiążąc je czołowo obroną wału, boczną bramą wyprowadził jazdę i rozbił bocznym uderzeniem. Jednocześnie na odcinku lewym, Lubomirskiego, trwały zacięte walki o cerkiew, w których górę wziął zabójczy ogień polskich muszkieterów. Polskie straty tego dnia miały wynieść 300 poległych, tureckie 1000. Straty tureckie od początku oblężenia były już bardzo poważne sięgające 3000 zabitych, uszczerbek obrońców był, oczywiście, znacznie mniejszy, W dowództwie ottomańskim zdecydowano więc wstrzymać szturmy, wzmocnić blokadę, zasilając też Tatarów na drugim brzegu Dniestru, nękać ostrzeliwaniem i wreszcie wyczerpanych głodem dobić. Chodkiewicz zachęcony dotychczasowym powodzeniem pragnął walnej bitwy. W dniach 8-12 września co dzień wyprowadzał wojsko przed szańce, ale dochodziło do drobnych tylko starć. Turcy zbudowali tymczasem most na Dniestrze, z przeciwnej strony rozpoczęli ostrzeliwanie otwartych od strony rzeki obozów. Od 11 września coraz bardziej niepokojono również szaniec przedmostowy. Wzmocnieni świeżymi siłami paszy budzińskiego, 15 września przedsięwzięli nowy szturm na polskie centrum siłami 5000 janczarów i 8000 jazdy. I ten szturm Polacy odparli. Położenie jednak stawało się ciężkie. Niedostatek ułatwiał szerzenie się chorób, wojsko topniało również na skutek dezercji. 25 września obrońcy zacieśnili obozy, rozrzucając wały służące im dotychczas. Nazajutrz po kilkudniowej chorobie zmarł Chodkiewicz, dowództwo przeszło na Lubomirskiego. Na wieść o tym Turcy 25 i 28 przeprowadzili szturmy - oba odparte, choć obrońcom zabrakło już amunicji. Polski opór wzmagała nadzieja na wyniki rokowań pokojowych. Już po 7 września zaczęto wątpić w obozie tureckim o powodzeniu, 12 zaś zaczęły się nieoficjalne rozmowy z Polakami. Szturmy stały się już głównie narzędziem nacisku. 29 września walki ustały i rokowania ucierały kompromis uwieńczony układem z 9 października. Nazajutrz Turcy odstąpili spod Chocimia. Rozpoczął się też odwrót Kozaków i Polaków za Dniestr.


Rycina Bitwy Chocimskiej - 1621

Straty polskie w oblężeniu wyniosły około 25%, 2000 poległych, 3000 zmarłych i 2700 dezerterów (przeważnie zaginionych). Straty Kozaków były równie dotkliwe - 6500 zmarłych i poległych, mniej natomiast mieli dezerterów. Ubytek turecki był znacznie większy do 40 000, gdy Tatarzy stracili tylko do 2000. Ogólny wynik można uznać za sukces polski. Zawdzięczano go właściwej koncepcji obronnej, która znalazła wyraz w składzie armii o dużej sile ogniowej muszkieterów i szczególnie przydatnej w walce tego typu rajtarów. Celowo użyta husaria miała warunki do wyzyskania swej siły druzgocącej, a obfitość jazdy lekkiej zapewniała elastyczność manewru. Po raz pierwszy na wielką skalę Polacy zastosowali nowoczesne fortyfikacje polowe, wypróbowane już niegdyś w Inflantach przez Chodkiewicza. Znaczna część zasługi w tej dziedzinie spada na oficera artylerii koronnej, Holendra, Wilhelma Appelmana. Na szczególne podkreślenie zasługuje umiejętność szybkiego improwizowania szańców, które zwłaszcza w ostatnich szturmach, dobrze przygotowanych rozpoznaniem tureckim, stawały się dla szturmujących zaskoczeniem. Obok cech dodatnich wystąpiły też i ujemne, przede wszystkim wypadki maruderstwa, braku czujności, paniki i duże rozmiary dezercji. Pod tym względem mniej można zarzucić Kozakom, mającym zresztą na swym koncie fatalne dowodzenie Borodawki i skłonność do łupiestwa.





Cofnij
Menu

Ubezpieczenie Olsztyn | Archiwum | Ubezpieczenie Olsztyn