Warto wiedzieć


Nieocenionym źródłem wszelkiej wiedzy o wojskowości europejskiej wieku XVII jest dwudziesto jednotomowy zbiór wydawanych periodycznie zeszytów Theatrum Europaeum (w latach 1618-1718) we Frankfurcie nad Menem. Wydawnictwo to, bezcenne, jeżeli idzie o dokumentalne ilustracje, drzeworyty i miedzioryty, mapy i plany, o wszelkie w ogóle realia stroju, sprzętu i uzbrojenia, wielokrotnie podaje wizerunki polskich typów wojskowych. Prym wiodą tu lisowczycy, których podobizny znajdziemy w różnych wersjach i wielu powtórzeniach. Dzieje jazdy ochotniczej, o wyraźnie awanturniczym charakterze, suto krasi legenda. Przyczyniły się do tego niemało pisma byłych członków tego zgromadzenia junaczego. Niektórzy z nich wyraźnie, inni dyskretniej koloryzują i "przebarwiają" właściwy charakter tej włóczącej się po Europie, występującej w roli najemnej jazdy rozpoznawczej, grupki kawaleryjskiej. Jeżeli odrzucimy uparcie powtarzane legendy o rzekomym udziale lisowczyków w bitwie cecorskiej (1620) i chocimskiej (1621), co jest o tyle niemożliwe, że w roku 1619 "korpus" ten został wysłany jako oddział pomocniczy do dyspozycji cesarza Ferdynanda II Habsburga do Czech, to i tak rejestr potyczek i starć pozostanie wcale pokaźny. Jako samodzielna wataha awanturników grupa lisowczyków wydzieliła się także w czasie największej polskiej awantury wieku XVII - w dobie popierania samozwańczego pretendenta do tronu moskiewskiego, rzekomego carewicza Dymitra. Aleksander Janowicz-Lisowski, nad którym za udział w rokoszu Zebrzydowskiego (1606), a właściwie za gwałty, jakich się w tym czasie dopuszczał, wisiały wyroki trybunalskie, w roku 1611 formuje oddział "luźnych", tzn. najczęściej pozostających w kolizji z prawem "Kozaków". Słowo "Kozak" w czasach, o których mowa, należy interpretować z dużą dowolnością: każdy, kto przynależał do jakiejkolwiek gromady ochotniczej nie wcielonej do regularnych jednostek hetmańskich czy królewskich, podawał się za "Kozaka"; pamiętać także należy, że w kozackich oddziałach sługiwała licznie szlachta prawosławna, a nawet drobniejsza szlachta obrządku łacińskiego. Oddział Lisowskiego szybko się rozrasta: zasada samowystarczalności (co się według ówczesnych praw wojennych wykładało jako swoboda brania łupu, ściślej zaś: jako swoboda rabunku) ściąga do ruchliwego zagończyka licznych oczajduszów, zbiegów spod regularnych znaków, wreszcie żądnych przygód prawdziwych Kozaków. Po kilku miesiącach tego samego roku, w którym oddział powstał, liczy on już około 2 tysięcy szabel. Chadzając komunikiem, bez taborów, jedynie z łupem w jukach, lotna jednostka wykazuje wielką operatywność i słynie jednocześnie z łupiestwa i okrucieństwa. Po śmierci Aleksandra Józefa Lisowskiego (1616) oddział zwany dotąd "Chorągwią Elearów Polskich" przybiera na cześć pierwszego wodza nazwę "Kozaków Lisowskich". Kolejnymi dowódcami tej znacznej, siejącej postrach nie tylko wśród ludności cywilnej, ale i w wojsku regularnym jednostki kawaleryjskiej są: Stanisław Czaplińsiki, Walenty Rogowski (od roku 1618), Jarosz (Hieronim) Cholewa-Kleczkowski (od roku 1620), Stanisław Rusinowski (1621), Władysław Stroynowski (od roku 1622), wreszcie w roku 1624 sprawują jednocześnie władzę naczelną Paweł Noskowski i Jan Gromadzki. Po roku 1625 wszelki słuch o lisowczykach ginie. Z ich bezspornych, zwycięskich walk należy przytoczyć: bitwę pod Homonną w Czechach (1619), pod Chebem (1620), szereg starć i podjazdów w kampanii reńskiej 1622, sześć wielkich szarż kawaleryjskich w kampanii wenecko-lombardzkiej 1624, wreszcie decydującą szarżę pod Ivry w tymże roku; wrócili do kraju poprzez ówczesną Flandrię (dziś część królestwa Belgii) i Holandię. Na tle przytoczonych wyczynów powstało mnóstwo gadek, opowieści i legend. Niezależnie od panegiryków i innych utworów literackich (do najbardziej znanych należy Bartłomieja Zimorowica Żywot Kozaków Lisowskich także potyczki ich szczęśliwe, wydany po raz pierwszy w roku 1620, których autorowie raczej gloryfikowali postaci i czyny lisowczyków, wiele źródeł pamiętnikarskich przekazało o tych zabijakach świadectwa raczej ujemne. "U Lisowczyka miasto sumienią - kieszenią" - pisze kasztelan sandomierski Mikołaj Ligęza (zmarły w roku 1637) w jednej ze swoich mów sejmowych. Feliks Kryski, autor Philipolitesa, czyli miłośnika ojczyzny, sprawujący jakiś czas urząd kanclerza koronnego 23 Zygmunta III, tak charakteryzuje lisowczyków: "Nie na sławę, ale na osławę ojczyzny naszej zarabiają, nie przeto, iż niepoczciwi, bo w wojennych kondycjach trudno miary poczciwości powszechnej zachować, tylko że łupieżcy i okrutnicy jak Tatarzy. Od nich tym gorsi, że nullam auctoritatem (żadnej zwierzchności) nad sobą nie uznając, równie wrogom jak swoim dają się we znaki; obyczaj nie chrześcijański, snadniej pogański mając, wśród obcych uchodząc za Polaków, źle o naszej nacyej świadczą". Przytaczając w utworze swoim fikcyjny dialog dwóch lisowczyków (najwidoczniej autentycznych Kozaków, ponieważ posługują się skażoną ukraińszczyzną), Zimorowic mimo woli daje dobre świadectwo żywiołowej postawy tych żołnierzy wobec wroga:


Iwan: Pomahaj Boh, Kiwajło!
Kiwajło: Spasi Boh, Iwane!
Iwan: Odkuł idesz? (Skąd idziesz?)
Kiwajło: Z Morawców (Z Moraw)
Iwan: Proszu te, mój pane,
Szczo tam czuwat? (Co tam słychać?)
Kiwajło: Wsie licho Czechom!
Iwan: Szczo czyniły wam? (A co wam pozostaje?)
Kiwajło: Mołojcom terpity (Mołojcom — cierpieć)
Iwan: Niemcom?
Kiwajło: Niemców bity! (Niemców bić!)



Obcy natomiast na ogół podkreślają walory żołnierskie lisowczyków, nie zapominając omówić osobliwości ich stroju i rzędu końskiego, których przepych zadziwia cudzoziemców. Z fachowych, wojskowych świadectw najcenniejsze jest chyba złożone przez wicekróla Sycylii, Klaudiusza Lamoral de Ugnę (zmarł w roku 1679), który biorąc udział w kampanii lombardzko-weneckiej miał możność zetknąć się z polskimi jeźdźcami. W Traite sur la Guerre en Italie (1671) tak pisze o działaniach i charakterze ogólnym lisowczyków: "To wojsko jest obrazkowe ("pittorescque") przez swój strój orientalny i barwny, mnie jednak się wydaje mniej krzykliwy niż ubiór dzikiej kawalerii Kroatów (Chorwatów) Łsolaniego. W boju mają własne sposoby taktyczne, są zwrotni, zwinni, ruchliwi i niezmęczeni; co się tyczy ich odwagi, to graniczy ona nieraz z ryzykiem straceńczym ("le risque des desespereurs") i jest dzika i niepohamowana. Ta zaleta w boju bywa uciążliwą wadą dla tych okolic, w których kwaterują, szczególnie jeśli są to osiedla nieprzyjacielskie. Przywykliśmy jednak widywać swawolę żołnierską wszędzie, gdzie się toczy ta okropna wojna. Jeśli polscy jeźdźcy ("les cavaliers polonaises") bywają bardziej swawolni niż kawalerzyści Dampierrea lub Coloreda, to i w boju są gwałtowniejsi, a nie uciekają wcale z pola, jak często zdarza się Kroatom czy dragonom".


***

„...Nigdy się w ich nieustannej walce nic nie kończy, ani się znajdzie przerwa ich wrzawy zagończej..."
„...W głębokie lasy ucieka nocą, gdzie go zagony prędkie nie zoczą..."


To cytaty ze starych wierszy, pochodzących z czasów na długo jeszcze przed powstaniem Trylogii Sienkiewicza, która tak bardzo spopularyzowała słowo "zagończyk". A i w zapisach prozatorskich, w kronikarskich lub sprawozdawczych notach, powtarza się to wyrażenie na wszystkie odmiany: "Tatarzy rozpuścili zagony aż pod stolicę", "Numa ku końcowi zagonu ma już doświadczenie starego żołnierza", "Przodkuje po całej Litwie rozsypanym zagonem zbrojnym". Oczywiście łatwo byłoby wyprowadzić termin "zagon" i "zagończyk" z czasownika "gonić". Słowo to istotnie dało początek wojskowemu terminowi, ale nie bezpośrednio. W wielu słowiańskich (i starosłowiańskich) językach "zagon" oznaczał obwałowanie broniące dostępu do ufortyfikowanej osady; w dawnej polszczyźnie "zagonem" nazywano ustawiony na szachownicy szyk figur szachowych. "Zagonić" - oznaczało „zaszachować". A ponieważ uprawiany przez zagończyków proceder wojenny miał właśnie charakter nieustannego, ruchliwego "szachowania", nękania, zagrażania - przyjął się (jak wiele terminów tej szlachetnej gry, chociażby właśnie "szachowanie", "pociągnięcie", "ciąg", "roszada") z praktyki szachowej w słownictwie wojennym. Zagończyk więc oznaczał żołnierza biorącego udział w "zagonie" - w manewrze nękającym, rozpoznawczym, w rajdzie na tyły. "Zagon" więc - to tyle co rajd lub deboszowanie na tyłach wroga. Ale i jeden, i drugi termin jest terminem obcym, i są one znacznie młodsze od polskiego. W wojnie manewrowej, szczególnie zaś w "małej wojnie" ruchomej, Polacy wieku XVII wiedli prym. Obok Kozaków są protoplastami partyzanckich metod walki nękającej. O tym warto pamiętać, kiedy się odczytuje po raz któryś tam z rzędu przygody tak zacnych zagończyków, jak dzielni podkomendni Wołodyjowskiego: Soroka czy Luśnia.


***

Wiele naszych terminów wojskowych dostało się do polszczyzny poprzez współdziałanie koronnych wojaków z kozactwem. I to nawet terminów, które dopiero w naszym języku nabrały znaczenia wojennego, bo w pierwowzorze niewiele miały wspólnego z wojną i wojskowością. Tak jest ze słowami: "wataha" i "watażka". "Wataha" oznaczała pierwotnie gromadę (wspólnotę) rybacką nad Dnieprem (od "wata" = sieć zwana też brodnikiem); do niedawna "watahy rybackie" koczowały nad brzegami Dniestru, Prutu i delty Dunaju. Później wszelką gromadę (roboczą, myśliwską, zbójnicką) określano mianem watahy, jeżeli byli to ludzie związani jakimś wspólnym celem. Przy końcu wieku XVI pojawia się w dyplomatycznej korespondencji pomiędzy hanatem Krymu a Księstwem Litewskim termin "wataha kopacza" w znaczeniu wyprawy napastniczej. Trudno by się było domyślić, że słowo "ataman" pochodzi od tej samej nazwy pierwotnej ("wata"), co i wataha. W pierwotnym brzmieniu jest to "wataman", co oznaczało starszego w gromadzie, ściślej zaś - sternika. Późniejszy więc „ataman" nie ma nic wspólnego z naszym „hetmanem" (przejętym z niemieckiego "Hauptmann" = naczelnik). Początkowo każdy członek watahy rybackiej, a potem i kozackiej, nazywany bywał "watażką" (ukr.: "watażdk"). Aż niemal do połowy wieku XVII watażka oznacza tyle co zabijaka, junak, burczymucha. Dopiero około roku 1650 spotykamy słowo watażka jako oznaczenie naczelnika watahy; występuje ono w zapisach sądowych Podkarpacia, gdzie tamtejsi "opryszkowie", dokonywający napadów w watahach, mają na czele właśnie watażków. Od tego czasu mniej więcej określenie "watażka" staje się już jednoznaczne z hersztem, szefem bandy; powtarzane w raportach tego czasu słowo wataha ("Tatarów ujrzeliśmy watahę rozproszoną", "watahami ukazywały się nieprzyjacielskie podjazdy", "znaczniejsza wataha po Krośnieńskiem się włóczy") stanowi przeciwieństwo wszelkiego uporządkowanego ordynku, szyku wojskowego. Wataha to tyle co banda; niemniej może to być także oddział partyzancki ("Dobrudzcy Tatarowie w watahach tam myszkujący, przepraw wypatrują, a pewnie i języka dostać zamierzają"). W oficjalnym raporcie wojskowym ostatni raz spotykamy się z określeniem "wataha", gdy tak właśnie charakteryzuje konfederatów barskich regimentarz Stępowski: "Drobnych konfederackich watah rozproszyłem był dwie, z tego jedne parę secin jezdnych liczącą" (1770).




Cofnij
Menu

Ubezpieczenie Olsztyn | Archiwum | Ubezpieczenie Olsztyn